Czarne liście, Maja Wolny

czarne lisice maja wolnyCzarna Owca, 2016

Liczba stron: 376

Poruszanie tak drażliwego tematu jak pogromy Żydów przez Polaków może być aktem odwagi. Może być też próbą wypromowania książki na skandalu. W przypadku „Czarnych liści” Mai Wolny żadna z tych hipotetycznych sytuacji nie ma miejsca – autorka wplata mało znane, drastyczne wydarzenie historyczne w treść książki z wdziękiem i klasą. Podczas lektury nie odniosłam wrażenia, że próbuje szokować czy szkalować. Po prostu opowiada o czymś, co na skutek politycznych matactw przeszło bez echa, lecz sprawiło, że zwykli ludzie, którzy dali ponieść się złym emocjom, musieli poradzić sobie z wstydem i żyć z obciążonym sumieniem.

Akcja książki biegnie dwutorowo. W warstwie historycznej śledzimy losy Julii Pirotte, postaci autentycznej, polskiej fotografki, która po wojnie wróciła do Polski i pracowała jako reporterka dla prasy. To ona wykonała zdjęcia w Kielcach tuż po tzw. pogromie, w którym zginęło 37 Żydów niesłusznie oskarżonych o porwanie polskiego dziecka. W warstwie współczesnej śledzimy losy Weroniki Czerny, historyczki badającej postawy Polaków wobec ludności pochodzenia żydowskiego. Weronika ma za sobą nieudany związek z chorym psychicznie człowiekiem. Sama wychowuje córkę Laurę. Pierwszego dnia wakacji dziewczynka znika. Nie zostawia żadnej wiadomości. Weronika obawia się, że mogła zostać uprowadzona przez ojca. Do sprawy włącza się miejscowy policjant oraz dziennikarz, który sugeruje, iż zaginięcie dziewczynki może mieć związek z drażliwym tematem pracy naukowej jej mamy.

Obie historie w pewnym momencie splatają się, lecz nie to jest najważniejsze. Ta książka wyróżnia się subtelnością języka i użytych przez autorkę środków. Nie jest to książka rozliczeniowa, ponieważ nikogo nie potępia. Skupia się na uczuciach nie na czynach. Pokazuje, że prześladowani i prześladujący byli ofiarami systemu, wojny, okoliczności, wychowania, a konsekwencje niegodziwych zachowań ciągnęły się za nimi przez pokolenia. Wątek dotyczący zaginięcia dziewczynki również okazał się satysfakcjonujący – obfitował w zwroty akcji i zwodził czytelnika na manowce. Jedyne, do czego mam pewne zastrzeżenia, to zakończenie – trochę zbyt łzawe jak na mój gust. Polecam, jeśli lubicie książki z wątkiem historycznym, na pewno się nie zawiedziecie. I zapamiętajcie nazwisko autorki – Maja Wolny ma ogromny potencjał i nie rozmienia się na drobne.

Jedna myśl nt. „Czarne liście, Maja Wolny”

  1. A czy to nie jest czasem tak, że w takich sytuacjach uczucia prowadzą do czynów, więc trudno je rozpatrywać w osobności? Ale tak poza tym to czuję się zachęcony. Pamiętam, że gdy pierwszym raz czytałem o tym epizodzie, to emocje mocno mi zagrały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *