Czcij ojca swego, Ela Sidi

czci-ojca-swegoSmak Słowa, 2016

Liczba stron: 310

Najpierw chciałam tę książkę, a potem bałam się ją czytać. Ela Sidi opowiada o dzieciństwie (być może swoim). Rzecz dzieje się latach 70. na Dolnym i Górnym Śląsku. Ania ma 5 lat, gdy umiera jej mama. Jej brat jest niewiele starszy. Dzieci zostają oddane pod opiekę ojca, który pojawił się w ich życiu całkiem niedawno, wprowadził strach i nieprzewidywalność. Teraz, gdy nie mają oparcia w matce, wszystko przeżywają z większą intensywnością, a każdy dzień z ojcem i jego rodziną to pasmo zła, poniżeń, przemocy. W książce mówi dziecko – nie jest infantylne, bo musiało szybko dojrzeć, ale nie rozumie wszystkiego, co mu się przydarza. To bardzo mocny przekaz.

Opowieść zostaje doprowadzona do czasu, gdy Ania kończy szkołę średnią. Te kilkanaście lat z ojcem zostaje opisane w sposób dość fragmentaryczny, lecz dający pojęcie o gehennie, przez jaką przeszły te dzieci. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zupełny brak zainteresowania ze strony państwa – przychodząca do nich kuratorka przede wszystkim skupiała się na straszeniu dzieci poprawczakiem i wyzywaniu ich od młodocianych bandytów – a przecież ani Ania, ani jej brat nie mieli na koncie żadnych chuligańskich występków, poza tym byli bardzo dobrymi uczniami. Szkoła to również miejsce, z którego dzieci nie otrzymały żadnej pomocy – jedynie pasmo poniżeń za niemodne ubrania, lękliwość, wycofanie. Warto odnotować również zachowanie babci ze strony taty – trudno znaleźć literacki odpowiednik równie wyrachowanej i zimnej osoby. W porównaniu do czasów spędzonych na Górnym Śląsku dzieciństwo w okolicach Legnicy na Dolnym Śląsku, gdzie mieszkała druga babcia i reszta rodziny mamy, wydaje się sielankowe i spokojne.

To przerażająca książka, ale chyba nikogo nie zdziwi, że niektórzy nasi znajomi mają podobne życiorysy – nie każde bite dziecko wyrasta na patologię, ale potrzeba nadludzkiej siły, żeby wznieść się ponad bagno życia rodzinnego. Winą należy obarczać oprawcę, lecz często spada ona na kobietę i dzieci. Niejedna kobieta, podobnie jak mama i macoch Ani, nie potrafi uwolnić się od brutalnego mężczyzny, woli cierpieć w ciszy niż narazić się na nieprzyjemności związane z rozstaniem. Zapewne obecnie jest trochę lepiej niż czterdzieści lat temu, ale współuzależnienie jest nadal ważnym psychologicznym zagadnieniem.

Wymęczyła mnie ta książka, wyczerpała psychicznie, wytarmosiła mnie i dokopała mi swoją szczerością. Pewne sceny odczuwałam niemal fizycznie, choć na szczęście podobne poniżenia nie były nigdy moim udziałem. Z książkową Anią łączy mnie jednak wiele – ja też jestem z Dolnego Śląska, a jej sielankowe Prochowice są moim miastem rodzinnym, jestem tylko trochę młodsza, więc pamiętam dużo z opisywanych czasów, a przede wszystkim rozumiem duszną atmosferę małego miasteczka. To ważna książka, która powinna być dla was lekturą obowiązkową, choć jej czytanie naprawdę boli.

4 myśli nt. „Czcij ojca swego, Ela Sidi”

  1. A ja widzę w tej książce więcej ofiar, nie tylko to rodzeństwo, ale też ich ojca, który być może nie byłby taki gdyby nie jego rodzice, gdyby nie wojna, która sprawiła że znalazł się tam gdzie się znalazł, i 1000 innych czynników. Zresztą pisałem o tym u siebie:)

    1. Tak, oczywiście, ale on nie miał ochoty na to, by przerwać to pasmo zła. Dla mnie był katem, nie ofiarą – przede wszystkim dlatego, że był dorosły, nie całkiem głupi, a jednak zdecydował się podążać drogą dla niego łatwiejszą. Poza tym był wyrachowany i perfidny (np. w stosunku do drugiej żony). Ja się skupiłam na dzieciach, bo one nie miały wyboru w przeciwieństwie do ojca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *