Czerwona sofa, Michele Lesbre

Książka stała się popularna za sprawą kolorowego wyzwania. Ja też ją wzięłam z bibliotecznej półki częściowo z myślą o wyzwaniu, częściowo mając w pamięci pozytywne recenzje. Jednak zanim ją przeczytałam, pojawiły się także recenzje mniej przychylne – a mają one to do siebie, że zazwyczaj pobudzają moją ciekawość i czym prędzej pragnę przekonać się, do której grupy czytelników należę.

Dwie kobiety, Paryżanki, mieszkanki tej samej kamienicy. Dzieli je pokolenie, łączy spojrzenie na świat. Anna, dziennikarka publikująca w prasie portrety wyjątkowych kobiet – to młodsza z tej pary. Clemence, staruszka siedząca zazwyczaj na swojej czerwonej sofie, dzieli z Anną fascynacje dotyczące niektórych kobiet, poglądy na miłość i życie. Anna, aktualnie samotna, znajdując się pod wpływem nieprzemijającej od pół wieku miłości Clemence do zabitego w latach czterdziestych Paula, postanawia odnaleźć Gyla – mężczyznę, z którym dzieliła życie.  Gyle po rozstaniu wyruszył w podróż do Irkucka. Długa podróż koleją transsyberyjską staje się dla Anny momentem zwrotnym jej życia i chociaż nie wszystko układa się tak, jak sądziła, wyprawa ta sprawia, że zaczyna rozumieć siebie.

Pierwsze strony powieści skutecznie mnie zniechęciły do czytania – przeintelektualizowany bełkot egzystencjalny nie zrobił na mnie wrażenia. Czytałam dalej, mając w pamięci recenzje z blogów. Potem było lepiej – najbardziej podobały mi się fragmenty o Milenie Jasenskiej – miłości młodego Kafki, o którym tak niedawno czytałam. Najmniej wciągały mnie rozmyślania samej Anny nad jej życiem. Anna jako bohaterka książki jest postacią nieciekawą, nie wiadomo o co jej chodzi i dlaczego się tak miota – nie wzbudza ani sympatii, ani współczucia. Znacznie więcej charakteru wykazuje staruszka Clemence.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *