Drugi dziennik. 21 czerwca 2012-20 czerwca 2013, Jerzy Pilch

Wydawnictwo Literackie, 2014

Liczba stron: 281

Są takie książki, którym trzeba się poświęcić w stu procentach. Nie wybaczą rozkojarzenia, nie otworzą się przed tymi, którzy nie oczyścili głowy z myśli o sprawach przyziemnych. Dziennik Pilcha należy właśnie do grupy do tych wymagających, choć przecież jest tylko dziennikiem – zapiskami prowadzonymi bardziej lub mniej regularnie przez okres roku. Obawiam się, że w pędzie związanym z różnymi obowiązkami, za bardzo ślizgałam się po powierzchni zadowalając się lukrem i nie docierając do wnętrza. A jednak, coś zapamiętałam, czego daję wyraz pisząc o książce ponad miesiąc po jej lekturze.

Pilch sporo miejsca poświęca tematyce, która od dawna mnie ciekawi – pisze o literatach, kolegach po piórze.  Pochyla się nad dziwnymi zasadami, które wygłaszają publicznie. Bierze pod lupę zdanie niewiadomego autorstwa, w którym mowa o tym, że „w czasie pisania, nie czytam, aby uniknąć wpływów”. Pięknie się z nim rozprawia, cudownie wytyka idiotyzm tego cytatu. „Malarz, gdy maluje, obrazów nie ogląda? Nie widzi? Pejzażysta z zamkniętymi oczami po świecie łazi? Rzeźbiarz rzeźb unika, a jak jaki pomnik w dali spostrzeże – śmiertelnie przerażony, iż artyzm jego wtórnością skażony zostanie – w przeciwną stronę spiernicza, aż się kurzy?” Aż by się chciało wiedzieć do kogo pije doświadczony pisarz. Może wiecie? Obrywa się też grafomanom, którzy choć wykształceni, doświadczeni i przekonani o własnej wielkości, nie potrafią pochylić się i zrozumieć innego człowieka.

W obliczu nieuleczalnej choroby, z którą się zmaga, autor dziennika częściej myśli o umieraniu oraz o tych, którzy byli mu drodzy, a już odeszli. Wspomnienie o nich na kartach książki ocali ich od zapomnienia i pozostawi coś więcej niż nekrolog w gazecie. Pilch opisuje również drobne i coraz większe zmiany jakie zachodzą w jego życiu w związku z Parkinsonem, lecz nie roztkliwia się nad sobą, tylko przyjmuje całkiem rzeczowy ton.

Erudycja i oczytanie autora zabijają mnie „na śmierć”. Pilch przywołuje fragmenty przeczytanych książek, polemizuje z autorami – padają takie nazwiska jak Camus, Nabokov, Cioran – i sprawnie żongluje faktami i opiniami. To właśnie w tych momentach uznałam, że przydałby mi się bardziej wypoczęty umysł (lub książka na własność, żeby wrócić do niektórych fragmentów).

Nie czytałam pierwszego Dziennika, bo jakąś okrężną drogą dotarło do mnie, że sporo w nim o piłce nożnej. Po Drugi dziennik sięgnęłam ze względu na to, że znalazł się na długiej liście do Nagrody Nike i choć jego początek przypada na okres Euro 2012, to futbolu w nim prawie nie ma. Ostatecznie, lektura  dała mi więcej niż się spodziewałam. To gęsty, osobisty tekst, w którym znajdziecie prawdy uniwersalne podawane bez moralizowania i wywyższania się nad innych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *