Dwanaście srok za ogon, Stanisław Łubieński

dwanascie srok za ogon stanisław ŁubieńskiCzarne, 2016

Liczba stron: 205

Żyjemy obok nich, ale zwykle ich nie zauważamy ani nie słyszymy.. Ludzie gnają przed siebie w pogoni za swoimi interesami, ptaki tuż obok zajmują się swoimi sprawami. Gdy nasze drogi się przetną, skutki zwykle bywają tragiczne dla zwierząt, które stoją na przegranej pozycji w starciu z człowiekiem.

Łubieński nie dramatyzuje w swojej książce o ptakach, a przynajmniej nie od razu. Przede wszystkim stara się przedstawić emocje związane z obserwowaniem ptaków – eskapady do odległego zakątka kraju, gdy według doniesień innych „ptasiarzy”, pojawił się tam jakiś rzadko spotykany gatunek, uczucia towarzyszące podglądaniu matki z młodymi, euforię związaną z bliskością natury.

Autor nie ogranicza się jedynie do subiektywnych odczuć i osobistych doświadczeń. Przybliża również sylwetki obserwatorów ptaków, które zapisały się w historii ornitologii. Są wśród nich przyrodnicy amatorzy różnych narodowości, doszukuje się tych mniej znanych, stara się odnaleźć jakieś nieznane fakty o ich życiu i pracy.

Pisze tak zajmująco, że sprawił, iż częściej zadzieram głowę do góry, wytężam wzrok, nastrajam słuch wypatrując ptaków.  Potrafi oczarować czytelnika opisami przygód, zwyczajami ptaków, anegdotami i zajmującymi życiorysami miłośników ornitologii. Niestety, końcowe rozdziały pozostawiają czytelnika z poczuciem winy, że jest częścią cywilizacji, która zachowuje się tak, jakby za punt honoru postawiła sobie wykończenie tych gatunków, które przetrwały do naszych czasów. Nie dość, że zabieramy ptakom siedliska, trujemy je chemikaliami używanymi w rolnictwie, to jeszcze strzelamy do nich, niszczymy gniazda, zabijamy ich dzieci. Bezmyślność ludzi sprawia, że ptaków jest coraz mniej. Smutno, że tak to się kończy i w życiu, i w książce. Niemniej jednak bardzo Wam polecam lekturę tych esejów o ptakach.

Jedna myśl nt. „Dwanaście srok za ogon, Stanisław Łubieński”

  1. Ornitologiem nie jestem w najmniejszym stopniu, ale zawsze miałem jakąś taką ciekawską słabość do wszelkich przejawów „dzikiego” życia w moich okolicach. Zawsze, gdy wypatrzę w swych okolicach nowego ptaszka, to staram się dowiedzieć się cóż to za typ. A przez zimę na balkonie regularnie gościła cała fura sikorek i sójki co czas jakiś.

Możliwość komentowania jest wyłączona.