Dziennik Helgi, Helga Weissova

Insignis, 2013

Liczba stron: 254

Wielu byłych więźniów hitlerowskich obozów zagłady dało świadectwo i spisało swoje wspomnienia z czasów pobytu w obozach koncentracyjnych. Z jednej strony tego typu wspomnienia są dokumentem, z innej próbą poukładania swojego życia. Jednakże wśród licznych pamiętników nie znajdziemy wielu, które wyszły spod pióra dzieci. Oprócz Anny Frank nie przychodzi mi do głowy żaden inny autor. Teraz dołączyła jeszcze Helga Weissova, Czeszka, Prażanka, która najpierw trafiła do obozu z Terezinie, a następnie do Auschwitz.

Książka, która właśnie się ukazała, powstała na podstawie zapisków czynionych przez kilkuletnią Helgę jeszcze przed wojną – pierwsze wpisy dotyczą kolejno wprowadzanych restrykcji dotykających ludności żydowskiej. Mała Helga musi opuścić swoją dotychczasową szkołę i uczyć się na „tajnych kompletach” wraz z małą grupką innych żydowskich dzieci. Spotykają ją nieprzyjemności na podwórku, niektóre aryjskie dziewczynki odwracają się od niej. Największy strach wzbudzają w niej przymusowe wysiedlenia ludności żydowskiej. Kiedy przychodzi kolej na rodzinę Helgi ta zostawia prawie cały dobytek. Mówi się im, że jadą do innego miasta, gdzie będą wśród „swoich”, szybko jednak okazuje się, że pobyt w Terezinie nie należy do przyjemności. Chociaż nie może się równać do Auschwitz.

Dziecko, które czuje restrykcje i doznaje poniżenia, które musi opuścić swój dziecięcy świat tylko dlatego, że ktoś zdecydował, że ludzie dzielą się na lepszych i gorszych, zadaje nieustannie pytanie: dlaczego? Dlaczego koleżanki boją się z nią bawić? Dlaczego musi rozstać się ze swoją najlepszą przyjaciółką? Dlaczego musi chodzić głodna? Dlaczego rodzice muszą mieszkać po dwóch stronach muru? Dlaczego nie może swobodnie rozmawiać z tatą? Dlaczego jest uwięziona?

Nie muszę chyba wspominać, że im dłużej trwała wojna, tym pogarszały się warunki więźniów, tym częściej wywożono ich do innych, straszniejszych obozów, w tym do Auschwitz, o którym w Czechach nie wiedziano niczego konkretnego oprócz jakichś aluzji i wzmianek. Kulminacyjna scena tułaczki, w hitlerowcy nie wiedzą co zrobić z więźniarkami naprawdę chwyta za serce.

Dobrze, że wciąż publikowane są takie książki. Większość ofiar nazizmu już nie żyje, ci którzy jeszcze pamiętają czasy wojenne powinni o nich mówić. Ta książka powstała częściowo z potrzeby serca, częściowo po to, by zaspokoić ciekawość wnuczek autorki, które dopytują ją o wspomnienia z czasów pogromu Żydów. Dzięki temu, że autorka jest malarką i już od dziecka miała talent do rysowania w książce znajdziemy reprodukcje jej prac powstałych podczas pobytu w obozie w Terezinie. Przeczytajcie koniecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *