Dziennik kasztelana, Evzen Bocek

dziennik-kasztelanaStara Szkoła, 2017

Liczba stron: 220

Wiedziałam, że nie będzie aż tak zabawnie jak podczas lektury obu tomów „Arystokratki” (KLIK1 KLIK2), ale nie sądziłam, że na koniec będę zbierać szczękę z podłogi.

Rok 1996. Pracownik naukowy z Pragi postanawia zacząć życie od nowa. Wkurza go powierzchowność życia w stolicy, bezcelowość swojej dotychczasowej pracy, problemy małżeńskie. Traktując to jak eksperyment, obejmuje stanowiska kasztelana w zamku kilkaset kilometrów od Pragi. Nie ma pojęcia, co powinno należeć do jego obowiązków, lecz jest pod dużym wrażeniem nowego miejsca pracy, a także współpracowników – wiecznie skacowanego ogrodnika, cierpiącego na epilepsję stróża nocnego oraz dziwnej, kryjącej jakąś tajemnicę pary. W prowadzonym od pierwszego dnia dzienniku opisuje to, co go niepokoi, zdumiewa, smuci. Sporo miejsca poświęca swojemu poprzednikowi, o którym ludzie mówią niewiele i zawsze źle. Najgorsze jest to, że zamek zadaje się żyć własnym życiem, ale przecież rozsądny człowiek nie dopuszcza do siebie myśli o duchach. Wszystko nasila się, gdy do zamku sprowadza się jego żona i pięcioletnia córka.

W tej książce dochodzi do kumulacji pewnych zdarzeń, których nie da się wytłumaczyć za pomocą racjonalnych argumentów. Atmosfera jest ciężka, choć dość często napotykamy na humor językowy i sytuacyjny, to raczej nie będzie nam do śmiechu. Pośród tragicznych, dramatycznych zdarzeń kasztelan stara się wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. Pracuje tu od kilku miesięcy, ale przeczuwa, że nie będzie potrafił porzucić zamku. Nigdy. W żadnych okolicznościach. Zamek i jego kilkusetletnia historia wniknęły pod jego skórę. Stały się symbolem czegoś większego niż jesteśmy w stanie ogarnąć umysłem.

Jak zwykle u tego autora książka czyta się niemal sama – pozorna lekkość zapisków kasztelana unosi czytelnika na fali zdarzeń, usypiając jego czujność. Szczególnie, gdy czyta się ebooka i nie kontroluje znikających procentów. Nagle okazuje się, że to już, koniec, dalej już nic nie ma. Nie ma odpowiedzi na pytania, nie ma prowadzenia za rękę. Czytelniku, musisz poradzić sobie z tym sam. Jak już pozbierasz szczękę z podłogi. I chociaż mam jakąś własną interpretację zdarzeń, nie podam jej tutaj, każdy musi sam zmierzyć się z symboliką tej powieści.

 

Jedna myśl nt. „Dziennik kasztelana, Evzen Bocek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *