Dziewczynko, roznieć ogieniek, Martin Smaus

Czeskie Klimaty, 2013

Liczba stron: 333

Po raz trzeci w tym roku sięgnęłam po książkę wydawnictwa Czeskie Klimaty (no dobra, jedna była ze Słowackich Klimatów) i po raz trzeci okazało się, że wybór był dobry, książka mądra, a jednocześnie przyjemna w odbiorze. Tematyka nie do końca mi pasowała, bo powieść dotyczy środowiska Cyganów, ale szybko dałam się porwać opowieści o życiu Andrejka.

Andrejko, osierocony przez matkę i opuszczony przez ojca, tuła się po świecie szukając swojego miejsca i poznając samego siebie. Jedynym domem jaki zna jest dom dalekich krewnych, w którym się wychowywał, o ile jego dzieciństwo można w ogóle nazwać okresem wychowania. Chłopiec był tresowany na doskonałego żebraka, a później na złodziejaszka, nie miał żadnych dobrych wzorców. Świat, który znał, był bardzo hermetyczny i zwykle ponury. Dorastanie w takich warunkach to koszmar – Andrejko poznaje czym jest brak wolności, od wczesnego dzieciństwa oglądając świat zza krat.

Andrejko czuje, że nie pasuje. Nie pasuje do Cyganów, dla których najważniejsze są pieniądze, bo dzięki nim są gorzałka i zabawa. Cygańska rodzina chłopaka chwilami go przeraża, bo posuwa się do największych niegodziwości, by zagarnąć jak najwięcej koron. Andrejko również nie czuje się białym – nie odczuwa potrzeby gromadzenia dóbr, budowania domu, nie chce nigdzie osiąść na stałe. Marzy mu się wolność, życie w zgodzie z przyrodą, czas na jej podziwianie, jednak ma świadomość, że aby się utrzymać musi szukać zatrudnienia i dbać o pracę. Jest  w nim wielka niezaleczona, ziejąca rana. A przecież to tylko jeden z wielu Cyganów, którzy podzielili taki sam los.

Rządy komunistyczne pragnąc pozbyć się problemów z Cyganami, likwidowały tabory, wysiedlały zdezorientowane rodziny do miast, dawały mieszkanie i pracę i uznawały, że problem z głowy. Rzecz w tym, że Cyganie nie umieli zajmować się mieszkaniami, nie rozumieli konieczności stawiania się w pracy, nie umieli wykonywać żadnych zawodów poza graniem na instrumentach, łataniem garnków i opieką nad końmi. Te umiejętności w miastach okazały się zbędne, więc szybko znaleźli inne sposoby zdobywania środków do życia – przez żebractwo, po zasiłki, renty aż wreszcie rozboje, kradzieże, wymuszenia i prostytucję.

Andrejko jest typowym przedstawicielem pokolenia, które nie pamięta życia z wędrującym taborem, a jedyny obraz Cyganów jaki zna to wyrzuceni na margines społeczeństwa żebracy i pijacy staczający się po równi pochyłej. Jakiś wewnętrzny instynkt mówi mu, że nie musi tak być i gna go na polanę, gdzie zaczęło się jego życie, ale czy miejsce to przyniesie mu szczęście? Czy uda mu zacząć życie na nowo?

Autorowi udało się zawrzeć w tej powieści wiele zagadnień – wpływ przemian politycznych na życie Cyganów, brak tolerancji w stosunku do nich, który okazywany jest na każdym kroku, także w instytucjach państwowych, ich mentalność oraz zmianę jaka zaszła wraz z wysiedleniem ich do miast. I choć wydaje się, że poważnych tematów jest tu sporo i książka może być nimi przeładowana, wszystko czyta się bardzo zgrabnie, jako że od pierwszej do ostatniej strony w centrum zainteresowania jest Andrejko. Czytelnik śledzi jego losy, współczuje mu, zżyma się na jego niefrasobliwość i zgrzyta zębami widząc przejawy dyskryminacji i zwykłego chamstwa.

Cieszę się, że przeczytałam taką „inną” książkę i poznałam kawałek świata, który normalnie nie byłby dla mnie dostępny ani ja nie chciałabym do niego wkroczyć w realu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *