Dzisiaj narysujemy śmierć, Wojciech Tochman

Wydawnictwo Czarne, 2010

Liczba stron: 151

Oburzenie, obrzydzenie, smutek, oburzenie, smutek, smutek, obrzydzenie, smutek, smutek, smutek…

Chociaż o konflikcie w Rwandzie napisano i powiedziano już wiele, to dotychczas nie miałam aż tak emocjonalnego stosunku do rzezi Tutsi. Tochman sprawił, że to, co  przeczytałam, zapisało się głęboko i boleśnie w pamięci. W swoich podróżach po tym niewielkim kraju, niewiele większym od przeciętnego polskiego województwa, dotarł do ludzi i miejsc głęboko naznaczonych bólem i śmiercią.

Każdy w tym kraju jest albo ofiarą, albo potencjalnym sprawcą. Każdy kogoś stracił, choć nieliczni mogli pochować swoich zmarłych. Bestialscy mordercy albo pozostawiali niepogrzebane zwłoki, tam gdzie dokonali egzekucji, albo wrzucali zmarłych do zbiorowych mogił. Prawie jedna trzecia kobiet Tutsi została brutalnie i wielokrotnie zgwałcona. Część z nich nie dożyła 2010 roku – umarły na AIDS, choroby psychiczne związane z depresją oraz z powodu utraty ochoty na życie. Takie życie… Dzieci, sieroty, którym udało się cało wyjść z rzezi, otrzymują skromne wsparcie od rządu, pozwalające im na naukę. Przewodnikiem Tochmana po Rwandzie jest właśnie student, który w wieku dziewięciu lat stał się głową rodziny dla swoich młodszych braci.

Skąd ta nienawiść w narodzie, który od wieków współegzystuje na tej samej ziemi? Czy przyczyniło się do tego kolonialne prawo, dzielące Rwandyjczyków na trzy grupy plemienne? Czy agresja została wywołana przez polityków? Czy mieszały w tym palce kraje rozwinięte, widząc w wewnętrznej wojnie sposób na ograniczenie przyrostu naturalnego? Jaką rolę w konflikcie odegrał kościół katolicki? Autor nie udziela odpowiedzi na te pytania, ale stara się przybliżyć różne punkty widzenia. Przytacza wypowiedzi ofiar i katów, osadzonych teraz w więzieniach. Dociera do Polaków, naocznych świadków wydarzeń. Rozmawia z osobami postawionymi na wysokich szczeblach władzy świeckiej, psychologami, psychiatrami. A wszystko, o czym pisze napawa smutkiem i niedowierzaniem, że do takiego okrucieństwa mogło dojść pod koniec XX wieku. Jeszcze bardziej boli to, że i teraz zdarza się w Rwandzie, że ofiara żyje na jednej ulicy ze swoimi oprawcami. Politycy natomiast dążą do wymazania tych wydarzeń z pamięci ludzkiej, troszcząc się bardziej dobre imię Hutu, niż o pomoc mordowanym Tutsi.

Wstrząsające, oburzające i smutne, bardzo smutne…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *