Farma lalek, Wojciech Chmielarz

Wydawnictwo Czarne, 2013

Liczba stron: 376

W najbliższym czasie pojawi się kilka recenzji książek Wojciecha Chmielarza, bo wpadłam w ciąg. „Farma lalek” jest drugą częścią cyklu o komisarzu Jakubie Mortce i częścią, która ogromnie mi się podobała (tak bardzo, że wyróżniłam ją we wpisie o najlepszych książkach 2017 roku).

Kuba Mortka narozrabiał pod koniec „Podpalacza”. Jego przełożeni postanowili odsunąć go na bok do czasu aż przejdą im nerwy i sprawa ucichnie. Wobec tego komisarz dostał nakaz udziału w jakimś projekcie szkoleniowym.  W ten sposób znalazł się kilkaset kilometrów od Warszawy w Krotowicach położonych w Karkonoszach.  Chociaż początkowo nie był zadowolony, z biegiem czasu zaczął dostrzegać zalety pracy w małym mieście – przede wszystkim nie spodziewał się, że znajdzie się dla niego robota kryminalna. A jednak, pewnego dnia zaginęła dziewczynka. Poszukiwania dziecka ujawniły brzydką prawdę – ledwie skrywaną niechęć do Romów mieszkających w okolicy. Większość ludzi założyła, że to oni odpowiedzialni są za zniknięcie dziewczyny. Poszukiwania naprowadzają Mortkę na trop innej zbrodni – w dawnej sztolni kopalni uranu znajduje ciało zamordowanej kobiety.  Ślady wskazują na psychopatycznego mordercę, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że ofiar będzie więcej, jeśli nie uda  się szybko złapać sprawcy. Mortka jako ekspert ze stołecznego wydziału kryminalnego ma być doradcą i konsultantem. Śledztwo prowadzi miejscowy policjant, który ma doświadczenie w pracy w większym mieście i wydaje się całkiem rozsądny i pracowity. Nieźle im się współpracuje, więc śledztwo powoli posuwa się do przodu.

Mnóstwo zwrotów akcji, świetne tempo, doskonale opisane rozterki i zmartwienia policjanta, wciągająca i zakręcona fabuła – to przepis na świetny kryminał. Dobrze jest, gdy autor dba o wiarygodność zdarzeń i postaci, nie przegina ze zbiegami okoliczności. Wojciech Chmielarz doskonale o tym wie, więc czytanie „Farmy lalek” jest po pierwsze przyjemne, po drugie, trzymające w napięciu. Temat handlu żywym towarem (strasznie nie lubię tego określenia sprowadzającego ludzi do przedmiotu)  nie jest łatwy ani przyjemny, uwiera i sprawia, że można zwątpić w ludzi, którzy dla pieniędzy gotowi są na każde świństwo. Główny bohater da się lubić, choć nie jest pozbawiony wad. Nie jest typowym, zgorzkniałym policjantem z problemami, choć oczywiście kłopoty nie są mu obce.

Powieść ciekawie przedstawia problemy małych społeczności, gdzie trudno o dobrze płatną pracę, wszyscy się znają, ale niechętnie mówią o sąsiadach, chyba że ci czymś się wyróżniają, jak na przykład Romowie, wtedy są automatycznie napiętnowani i posądzani. Zainteresował mnie też opisywany w powieści kodeks honorowy tej społeczności oraz ich stosunek do kobiet, zwłaszcza tych, którym nie odpowiada tradycyjnie przypisana rola. Najbardziej jednak wsiąkłam w fabułę i kolejne etapy śledztwa. Często powtarzam, że lubię te powieści kryminalne, w których mam szansę uczestniczyć w kolejnych etapach śledztwa. Idealnie jak zakończenie jest zaskakujące, a autor do ostatnich stron trzyma asa w rękawie. Tutaj tak jest! Nic dziwnego, że „Farma lalek” jako jeden z dwóch kryminałów weszła na listę najciekawszych książek zeszłego roku. Mam nadzieję, że byłam przekonująca i udało mi się was namówić na lekturę.

2 myśli nt. „Farma lalek, Wojciech Chmielarz”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *