Fastryga, Grażyna Jagielska

WAB, 2006

Liczba stron: 304

Wstrząsająca i przejmująca książka. Trudno się od niej uwolnić. Brud, jaki z sobą niesie, nie da się usunąć szybko i bezboleśnie. Grażyna Jagielska pisze historię czterech kobiet związanych ze sobą luźną nitką fastrygi. Bo czym więcej są więzi rodzinne ukazane w książce?

Krystyna jest krawcową. Opuszczona przez męża, niesie przez życie swój krzyż – hańbę, jaka spadła na rodzinę za sprawą jej teścia, niepełnosprawność jednej z córek oraz paraliż swojej teściowej, pozostającej na jej utrzymaniu i pod jej opieką. Teściowa żyje przeszłością, wylew pozbawił ją pamięci wydarzeń późniejszych niż czasy okupacji – pamięta więc świetność Białego Dworu, w którym wszyscy mieszkali oraz ukrywanie Żydów na stryszku. Nie dociera do niej codzienność, jej nieświadomość jest jej ratunkiem.

Ewa, córka Krystyny, nie mieszka już z matką. Po ukończeniu Akademii Sztuk Pięknych wyszła za mąż, urodziła dwójkę dzieci. Nikt w rodzinie nie wie, że Ewa jest bita przez męża, ponieważ rodzina ta widuje się tylko w czasie świąt, a kobieta skrzętnie ukrywa wszelkie ślady przemocy. Krystyna natomiast woli się nie domyślać, koncentrując się na własnych problemach.

Mela, niepełnosprawna na skutek wypadku, jakiego doznała w dzieciństwie, ma zniekształcone ciało i mowę. W zasadzie komunikuje się tylko gestami, a najlepiej czuje się przebywając w ogrodzie i doglądając zwierząt. Wydaje się jednak, że ona najwięcej pojmuje i odczuwa, ale ułomne ciało nie pozwala jej na żadne działania i wołanie o pomoc dla katowanej siostry.

Przemoc w stosunku do Ewy zajmuje najwięcej miejsca w książce, i chociaż nie ma tam dokładnych opisów tego, co Marek robi Ewie, to studium psychiki maltretowanej kobiety sprawiło, że chwilami miałam ochotę rzucić książką, rozpłakać się, zrobić coś, by pomóc jej w jej samotności i cierpieniu. Pokazany jest także drugi punkt widzenia. Marek uwięziony jest w spirali przemocy w stosunku do żony. Jego próby zaprzestania bicia Ewy i dzieci kończą się szybko, a on sam usprawiedliwia się własną słabością. W zasadzie nie podejmuje wysiłku poprawy swojego związku.

W trakcie lektury zastanawiałam się nad przypadkami przemocy w stosunku do kobiet. Wiem, że są kobiety, świadome własnej wartości, które natychmiast odeszłyby od oprawcy. Niestety, jest też wiele takich, jak Ewa, które nie wierzą w szanse powodzenia, odejście odkładają na nieokreśloną przyszłość, koncentrują wszystkie siły na tym by przetrwać, by ukryć się przed oczami sąsiadów, rodziny i coraz mniejszej grupy znajomych. Cały czas w Polsce nie ma miejsca na edukację społeczeństwa – sąsiedzi i znajomi dystansują się od przemocy usprawiedliwiając się tym, że nie chcą ingerować w sprawy rodzinne. Ofiary, natomist, nie wiedzą do kogo się zwrócić, by sobie pomóc, nie wiedzą też czego mogą oczekiwać po odejściu od oprawcy.

Uświadomiłam sobie także, że większość książek z „Serii z miotłą”, które dotychczas przeczytałam, dotyczy przemocy w stosunku do kobiet. Ma ona miejsce w powieściach „Sto butelek na ścianie„, „Póki rekin śpi”, „Dom Augusty” i o ile pamięć mnie nie myli, także w „Zupie z granatów”. W tej sytuacji poważnie zastanawiam się czy czytać kolejną przyniesioną z biblioteki, „Ja Tituba…”. Na razie mam dość tematów związanych z maltretowaniem i agresją, bo pozostawiają po sobie ogromną wyrwę w moim sercu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *