Fotobiografia PRL, Łukasz Modelski

Znak, 2013

Liczba stron: 320

Tytuł tej książki to „Fotobiografia PRL. Opowieści reporterów”. Co pamięta pokolenie dzisiejszych czterdziestolatków z tamtych, nie tak znowu odległych, czasów? Komunijny aparat  fotograficzny w biało-niebieskim opakowaniu, który sprzedał się w tylu egzemplarzach, że trafił go księgi rekordów Guinessa? Wszędobylską tablicę „Zakaz fotografowania”, czy poszarzającą rzeczywistość smutną pieczątkę z napisem „Opakowanie zastępcze”? Być może niektórzy pamiętają jakąś znaną fotografię z tamtego okresu, jednakże nie znając nazwiska autora zdjęcia. Dzięki tej książce z pewnością to się zmieni.

Na książkę składają się relacje sześciu fotografów opisujących swoją drogę życiową  od czasów zanim zostali zawodowymi fotografami, aż do chwili obecnej. Modelski podczas rozmów nie atakuje, nie ocenia, nie oskarża, choć każdemu zadaje trudne pytania i nie daje się zbyć wymijającą odpowiedzią. Jeden z rozmówców chciał nawet zrezygnować, ale na szczęście do tego nie doszło, chyba za sprawą serdecznej atmosfery jaką autor stworzył podczas rozmów.

Czy bycie fotoreporterem to praca dla wszystkich? Czy to wygodna posadka, polegająca na zrobieniu jednego zamówionego przez redakcję zdjęcia i już się jest „po robocie”? Myli się, kto tak myśli. Z drugiej jednak strony, od jednego z rozmówców usłyszymy, co trzeba było zrobić, żeby w jeden dzień zarobić na malucha!!! Dowiemy się też jak trzeba było się nagimnastykować, żeby zrobić zdjęcie dziewczyny na okładkę. Taki biedny fotograf, niczym Adam Słodowy, musiał wykombinować coś z niczego. Skoro nie było agencji modelek sam musiał sobie załatwić dziewczynę chętną do pozowania, ubrać ją, uczesać i umalować. Poznamy również odpowiedź na pytanie co można było fotografować podczas wizyt towarzyszy i czy zdjęcia ze swoim wizerunkiem, cenzurował sam Gierek?

Rzecz, która bardzo rzuca się w oczy to fakt, że podczas „historycznych” wydarzeń w Polsce, kiedy naród wychodził na ulice, większa część rozmówców nie była zainteresowana uwiecznieniem tego na kliszy. Nie robiono fotografii nawet dla siebie do szuflady, bo wiadomo, że w prasie by to nie poszło. Z drugiej strony, strach przed utratą sprzętu był jak najbardziej zasadny. W swojej biografii Chris Niedenthal napisał, że śmiał się z ubeka, który mu zarekwirował aparat Nikona, ponieważ kosztował tyle co jeden dzień jego pracy. Fotoreporterzy PRL-u nie mieli tak łatwo. Poza tym, sprzęt to nie wszystko. Poza oficjalną cenzurą istniała „autocenzura”, trzeba się było pilnować, żeby nie chlapnąć czegoś przy kimś, bo nie wiadomo jak się to mogło skończyć. Jeden z fotografów trafił do więzienia właściwie tylko za to, że chciał się spotykać z rówieśnikami, głównie z dziewczynami. Drugi spotkał się z „uprzejmością kolegów” przez co wywalono go z pracy i głodował, a proces, który ostatecznie oczyścił go z zarzutów trwał przez rok.

Praca fotoreportera ani wtedy, ani teraz nie jest łatwa, a Łukasz Modelski przybliża nam jej złożoność. Szkoda, że wystawa z pracami  tych sześciu fotografów dostępna była tylko w warszawskiej Zachęcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *