Fotografie, które nie zmieniły świata, Krzysztof Miller

fotografie-ktore-nie-zmienily-swiataAgora, 2017

Liczba stron: 224

Niemal rok po jego śmierci Krzysztofa Millera ukazał się album „Fotografie które nie zmieniły świata”. Wstęp napisał Wojciech Jagielski, reporter, z którym  Miller wielokrotnie wyjeżdżał w najbardziej niespokojne regiony świata. Wspomina swojego kolegę, przybliża jego sylwetkę tym, którzy go nie znają. Krzysztof Miller także skreślił słów kilka do swoich fotografiach. Opowiada nam to, czego zobaczyć nie możemy na reprodukowanych kadrach. Mówi, czego doświadczał zanim nacisnął spust migawki swojego aparatu. Na samym początku jednak „rozprawia” się z określaniem fotoreporterów mianem sępów, czy innych hien, tylko czekających na krew. Tego typu określeń nie uniknęli najwięksi i najbardziej sławni fotografowie z Sebastiao Salgado i Jamesem Natchweyem włącznie. Jak ładnie nazwał ich Miller, ludzie małej wiary fotograficznej, z pewnością wiele wyniosą  po lekturze tej książki. Bo przecież ilu z nas zaryzykowałoby konsekwencje fizyczne i psychiczne wynikające ze zrobienia zdjęcia zabójcy i jego ofiary lub bezbronnej staruszki dogorywającej na ulicy? Żadna legitymacja prasowa nie ochroni przed kulami czy wybuchającymi granatami. Żaden glejt nie odgrodzi od wspomnień, obrazów, uczuć, które kumulują się w głowie i sercu.

Czy zatem w fotografii wojennej, reporterskiej, dokumentalnej, czy jak ją tam nazwiemy, naprawdę chodzi tylko o sensację, fejm, nagrody i uściski dłoni? Oczywiście, że nie. W swoich tekstach, podobnie jak i w fotografii Miller jest absolutnie szczery, wrażliwy, bez napinki, czy parcia na szkło. Opowiada jak kumpel z podwórka, równy gość, a nie „Pan Fotograf z gazety”. W zamierzeniu Millera album nie jest ułożony chronologicznie i muszę przyznać, że absolutnie nie przeszkadza to w jego odbiorze. Czarno białe, czy kolorowe fotografie przenoszą nas w czasie i przestrzeni. Obok zdjęć krwawych starć z odległej nam Thokozy w RPA, widzimy Lecha Wałęsę z ułanką na głowie sfotografowanego w Racławicach, czy też zamknięte dla obcych grupy skinheadów, którzy wzbudzali popłoch samym swoim wizerunkiem i znani byli z wyjątkowej brutalności.

Miller to oczywiście nie tylko wojna, śmierć i zniszczenia jak każdy rasowy fotoreporter zamykał w kadrach także życie codzienne, zarówno w miastach jak i wsiach. Szukał tematów namawiał redakcję, by je pokazywała i dostał nawet redakcyjny zakaz robienia pewnych zdjęć. Tak, ten album należał się Krzysztofowi Millerowi, ale także i nam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *