Ginekolodzy, Jurgen Thorwald

ginekolodzyMarginesy, 2016

Liczba stron: 392

Ta książka tak naprawdę nie powstała. Jurgen Thorwald nigdy jej nie wydał. Pozostawił jednak wiele notatek i opublikowanych artykułów dotyczących rozwoju ginekologii, które zostały tutaj zebrane i zredagowane w taki sposób, że stanowią spójną i przemyślaną całość. Jedyne, co zdradza, że jest to zlepek artykułów, to kilka powtórzeń, które nie przeszkadzają w czytaniu.

Thorwald prześledził rozwój ginekologii od czasów, gdy nawet badanie wykonywane było przez ubranie i bez udziału oczu, aż po czasy, gdy rutynowo wykonywano operacje usunięcia macicy, a antykoncepcja przestała być tematem tabu. Przez wieki rozwoju ginekologii wędrujemy podpatrując pionierów tego fachu, często ludzi, którzy zostali zmuszeni przez życie do podjęcia się ryzykownych i nigdy wcześniej nie przeprowadzanych operacji. Dopiero później, w miarę nowych wyzwań, pojawiali się również karierowicze, którzy liczyli na sławę i bogactwo.

To książka krwawa i przerażająca, a jednocześnie bardzo ważna, bo uświadamia jakie mamy szczęście żyjąc w XXI wieku. Z czym zmagały się kobiety opisywane przez Thorwalda? Z cystami ważącymi po kilkanaście kilogramów, z przetokami, z powikłaniami poporodowymi, z różnymi odmianami raka, wycieńczeniem organizmu związanym z ciągłymi porodami i ciążami. W historii zapisały się bohaterki, które bez znieczulenia, zmuszone bólem i desperacją poddawały się pionierskim operacjom. I wiele z nich je przeżyło.

Chciałabym czytać tę książkę mając pewność, że zostawiliśmy za sobą ten barbarzyński czas, gdy za próbę złagodzenia bólów porodowych kobieta była grzebana żywcem przy współudziale księży.  Chciałabym mieć pewność, że żadna kobieta nie zostanie już zmuszona do cierpienia fizycznego i psychicznego w imię idei, z którymi sama się nie identyfikuje. Chciałabym mieć pewność, że zgwałcona dziewczynka nie będzie zmuszona do donoszenia ciąży, a lekarz udzielający jej pomocy nie zostanie postawiony przed sądem. Ale nie mam tej pewności. Czytałam tę książkę kilka tygodni temu i z każdym kolejnym rozdziałem czułam coraz większe rozgoryczenie, że choć w medycynie poczyniliśmy postępy, to w humanitaryzmie znowu się cofamy.

Koniecznie przeczytajcie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *