Gorące mleko, Deborah Levy

gorace mleko_jpg_cmykWydawnictwo Znak, 2017

Liczba stron: 304

Tłumaczenie: Tomasz Bieroń

25- letnia Sofia ma rozgrzebany doktorat z antropologii, pracuje jako kelnerka, mieszka w pokoiku nad kawiarnią. Gdy ją poznajemy jest w Hiszpanii i właśnie upuściła na podłogę laptop. Ekran popękał, lecz ku jej uldze wszystko działa, jak trzeba. W końcu, jak mówi bohaterka, ten komputer zawiera w sobie całe jej życie i wie o niej więcej niż jakikolwiek człowiek na ziemi. Na pewno zna ją lepiej niż własna matka, której dziwna, trudna do zdiagnozowania choroba przywiodła obie do Hiszpanii. Matka zamierza poddać się kosztownemu leczeniu w prywatnej klinice. Aby zdobyć na to pieniądze, zastawiła dom. Sophia towarzyszy jej i pomaga przemieszczać się po wynajętej willi oraz miasteczku. Matka ma bowiem problemy z chodzeniem.

Początkowe strony nie zwiastują tego, co pojawia się kawałek dalej. Otóż książka do granic możliwości wypełniona jest symboliką. Każda scena kryje w sobie podwójne dno, symbole nakładają się na siebie tworząc chwilami mało strawną papkę. Podobnie bohaterowie – krawcowa z Niemiec, student pracujący w punkcie pierwszej pomocy na plaży, czy pielęgniarka z kliniki są postaciami symbolicznymi i mają określoną, niekoniecznie drugoplanową rolę w powieści. Na szczęście w tym nadmiarze na pierwszy plan wysuwa się to, co najważniejsze. Sophia jest typową przedstawicielką pokolenia niedojrzałych dorosłych, którzy bez końca przedłużają swoje studia, nie umiejąc zdecydować się, jaką wybrać drogę w życiu. Ponadto zmaga się z matką, która zrobiła z córki służącą, wykorzystuje jej miłość do perfidnie egoistycznych celów. Sophia nie potrafi zerwać pępowiny łączącej ją z wymagającą, wiecznie niezadowoloną matką. Między nimi stoi jeszcze postać ojca, z pochodzenia Greka, który opuścił je i związał się z dużo młodszą kobietą. Pobyt w Hiszpanii wyzwala w Sophii siły potrzebne do zmierzenia się z niezakończonymi wątkami w życiu. Czy uda jej się przeciąć pępowinę? A może przynajmniej rozciągnie ją tak, żeby nie krępowała jej ruchów i pozwoliła na samodzielne życie?

Mam bardzo ambiwalentne odczucia po lekturze. Z jednej strony muszę przyznać, że podobała mi się tematyka tej powieści, toksyczna miłość, nieumiejętność wyzwolenia się i rozpoczęcia dorosłego życia, szantaż emocjonalny i sceny z Grecji. Z drugiej strony czułam się przytłoczona symboliką – rozbicie pseudoantycznej wazy, zabicie węża, meduzy w morzu, tani zegarek z targu, ci wszyscy bohaterowie zachowujący się tak jakby posiedli jakąś wiedzę o ludziach niedostępną innym. Według mnie było tego za dużo, miałam wrażenie, że autorka nawtykała tyle tego, żeby ukryć niedostatki fabuły i „dointelektualizować” powieść, co rzeczywiście jej się opłaciło, bo książka została zauważona przy okazji nominacji do nagrody Bookera. Ja natomiast jestem nieco rozczarowana tą książką.

2 myśli nt. „Gorące mleko, Deborah Levy”

  1. Aż sama nie wiem co myśleć. Z jednej strony zainteresowałaś mnie tą pozycją, choć z drugiej strony nie przepadam za takimi książkami, gdzie pełno jest różnych „mądrości”. Chociaż, jeśli będzie dostępna w bibliotece, wypożyczę ją i sama się przekonam.

    Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *