Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno, Michele Fitoussi

Muza SA, 2012

Liczba stron: 350

Madame byłaby rozczarowana widząc w moich kosmetyczkach tylko pojedyncze kosmetyki z napisem HR.  Jakiś błyszczyk, szminka, róż do policzków. Naprawdę niewiele biorąc pod uwagę ilość tego typu produktów w moim posiadaniu. Na szczęście kosmetyków największej rywalki – Elizabeth Arden – mam tak samo mało. Firma Helena Rubinstein, teraz już pod władaniem koncernu L’Oreal, w najnowszych kampaniach marketingowych postawiła na niewłaściwą twarz (według mnie), która mnie osobiście zniechęca do zakupów.

Helena Rubinstein opisana w tej książce nie jest postacią, którą można polubić. Niewątpliwie jednak jest wizjonerką. Firma stworzona od podstaw przez tę polską żydówkę odniosła niebywały sukces, windując samą założycielkę na szczyty popularności. Ogromne pieniądze inwestowane w kolejne salony, fabryki, kampanie i wydawane na kupowane hurtowo dzieła sztuki i biżuterię przysparzały Madame sławy i przychylności możnych tego świata. A na tym zależało jej najbardziej. Życie rodzinne zupełnie jej nie pociągało, wymagało przecież wycofania się, a na to spragniona atencji Helena nie chciała przystać.

Pracoholiczka, wymagała od innych co najmniej tyle samo co od siebie, skąpa, kłótliwa, pyskata, lubiła skłócać ludzi i kontrolować ich nawet po pracy. Skrupulatna w wypełnianiu swoich obowiązków, mająca rękę i szczęście do interesów wspierała młodych artystów i urządzała wciąż nowe domy. Kobieta wyjątkowa, symbol swoich czasów. Przewidująca, innowacyjna, działała z rozmachem i wiedziała jak sprzedać usługi i kosmetyki. Nie przewidziała tylko jednego – że bez następcy firma podupadnie. A takiego nie wyznaczyła – z egoizmu, jak przypuszczam, nie chcąc dzielić się swoją wizją, sławą, powodzeniem. Nikt nie był godny…

Michele Fitoussi napisała ciekawą biografię, starając się dotrzeć do prawdy o Madame, która przez całe życie konfabulowała i ukrywała swoje biedne pochodzenie. To biografia bardzo dokładna, pokazująca w szczegółach rozwój firmy nazwanej od nazwiska założycielki, a także zmiany zachodzące w Helenie Rubinstein. Autorka precyzyjnie kreśli obraz tej kobiety o tysiącu twarzy, chwilami wzbudza czułość, czasami bezlitośnie obnaża jej wady, śmieszy i oburza. Skrupulatnie wylicza nazwiska znajomych Heleny i bywalców jej przyjęć, kolory i materiały użyte do wystroju salonów kosmetycznych i mieszkań, opisuje kreacje i biżuterię. Chwilami było tego aż za dużo, filigranowa postać Rubinstein gubiła się w natłoku opisów, aby znowu mocnym wejściem zaznaczyć swoją obecność w książce.

Brakowało mi jedynie większej liczby fotografii, te zamieszczone w książce są nieliczne i przedstawiają Helenę oraz jej rodzinę. Brakowało mi reprodukcji pierwszych kampanii reklamowych, portretów Rubinstein malowanych przez największych artystów tamtych czasów, wnętrz salonów, domów i kreacji, które nosiła. Takie fotografie dopełniłyby obrazu i w pełni mnie usatysfakcjonowały.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *