Historia nudy, Peter Toohey

Bellona, 2012

Liczba stron: 190

Na wstępie chciałabym zamieścić gratulacje dla autora, który przystąpił do analizy tematu nudy bez obaw, że książka zanudzi czytelnika. Bo istotnie, trudno się przy niej znużyć. Na samym początku autor dzieli nudę na dwa rodzaje – zwyczajną i egzystencjalną. Zwyczajna to ta, której doświadczamy np. podczas monotonnego wykładu, egzystencjalna to według wszelkich przesłanek uczucie dręczące osoby inteligentne, które nie potrafią znaleźć sensu życia.

Moim zdaniem, zdaniem osoby, która nie potrafi się nudzić, nuda egzystencjalna, o ile nie jest depresją, jest wynikiem właśnie niskiej inteligencji, bo tylko osoba mało kreatywna nie będzie umiała znaleźć sobie zajmującego zajęcia. Tej tezy jednak nie postawiono w książce – szkoda. Tym bardziej szkoda, bo niektóre fragmenty, szczególnie te oparte na powieści Gonczarowa „Obłomow,” wskazują na to, że główny bohater był przede wszystkim śmierdzącym leniem, a nie osobą znudzoną. Zabrakło mi wyznaczenia granicy między lenistwem i próżniactwem a nudą. Bo chyba nie ja jedna taką widzę?

Toohey rozważa zjawisko nudy u zwierząt i twierdzi, że rzeczywiście zwierzęta również potrafią się nudzić. Sięga również wstecz i zastanawia się jak stare jest uczucie nudy – czy było odczuwane przez ludzi pierwotnych? Czy powstało dopiero w epoce renesansu, a może i później? Słowo „nuda” weszło do języka angielskiego stosunkowo późno, ale przecież nie wskazuje to jednoznacznie, że wcześniej ludzie się nie nudzili. Mogli ten stan nazywać inaczej.

Na koniec zostawiłam rzecz, która podobała mi się najbardziej. W większości rozdziałów autor analizuje nudę wykorzystując dzieła literackie i malarskie. Pojawiają się wzmianki o takich książkach jak „Nuda” i „Konformista” Moravii, „Obcy” Camusa, sztukach Ibsena, działach Sartre’a. Poddaje analizie znane dzieła malarskie wyrażające melancholię, znużenie, samotność, odrazę, bo wszystkie te uczucia kojarzone są z nadrzędnym uczuciem nudy. Odniesienie do sztuk pięknych sprawia, że książka nie jest monotonnym traktatem naukowym. Szkoda tylko, że nie zamieszczono reprodukcji wszystkie omawianych obrazów.

Namawiam Was do zapoznania się z tą książką.

Jako lekturę uzupełniającą polecam:

NUDĘ – ALBERTO MORAVII

oraz książkę z tej samej serii wydawniczej:

HISTORIĘ NAGOŚCI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *