Jak podróżować z łososiem, Umberto Eco

jak-podrozowac-z-lososiemNoir Sur Blanc, 2017

Liczba stron: 206

Podróżowanie z łososiem nie jest łatwe, o czym przekonał się Umberto Eco. Co więcej, podróżowanie z łososiem bywa dość kosztowne, szczególnie, gdy łosoś ma leżeć w hotelowej lodówce. W felietonach zawartych w tej niedługiej książce Eco pisze o absurdach otaczającego nas świata, które wyłapuje z mistrzowską spostrzegawczością.

Wszystkie felietony napisane są w formie instrukcji, ich tytuł zaczyna się od słowa „jak”. Autor tworzy osobliwy przewodnik po różnych sytuacjach życiowych, zwykle skupiając się na drobiazgach, z których kilkoma zdaniami potrafi wydobyć pokłady tragikomizmu. Rozpoczynający książkę felieton pt: „Jak grać Indianina” daje pojęcie, co nas czeka i jakie to będzie odświeżające, zabawne, trafne. Wiecie jak zagrać w filmie Indianina? Ja też nie wiedziałam, ale Eco wspaniale i szczegółowo rozpisał kolejne etapy zauważone w wielu westernach, w których Indianie zachowują się jakby zależało im na tym, by zostali schwytani. A wiecie jak pisać wstęp i podziękowania? Tu przytyk dla kolegów pisarzy, którzy szczegółowo wymieniają za co i komu dziękują, sięgając po banały. (Jako  tłumacz wyjątkową niechęcią darzę wszelkie podziękowania – nie ma nic gorszego nad te wyliczanki).

Nie sposób wymienić wszystkich felietonów ani nawet tematyki, której dotykają, bo ta oscyluje pomiędzy pisaniem, jedzeniem, podróżowaniem, korzystaniem z internetu i wypowiadaniem się w mediach. Warto jednak podkreślić, że choć teksty powstawały w latach 1975-2014 to wszystkie są tak świeże jakby dopiero po raz pierwszy zeszły z taśmy drukarskiej. Warto się poświęcić (!) i nie czytać zachłannie. Lepiej smakować, rozkoszować się, zachwycać, uśmiechać do siebie, czytać domownikom na głos, razem z nimi pękać ze śmiechu.

4 myśli nt. „Jak podróżować z łososiem, Umberto Eco”

  1. Z Eco mam taki problem, że nie trawię jego prozy. Z „Imieniem Róży” męczyłem się miesiąc. Dosłownie. Może felietony byłby dla mnie bardziej strawne, ale mam problem z zachłannym czytanie. A może zwykłym czytaniem. Rozpędzam się, rozkręcam, a tu tekst się kończy. Następnego od razu nie da się czytać. I co w tedy?

    1. Felietony to co innego niż jego proza. Też miałam problem z wyhamowaniem i niestety przeczytałam za szybko. Teraz, gdy do nich wróciłam, żeby napisać o tej książce, najchętniej zaczęłabym jeszcze raz POWOLI 😉

  2. Mam wrażenie, że wolne czytanie to umiejętność, którą bardzo łatwo utracić. Wymaga silnej woli. Ale jestem przekonany, że każda dobra literatura zyskuje na takim traktowaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *