Jak zawsze, Zygmunt Miłoszewski

WAB, 2017

Liczba stron: 480

Zdaję sobie sprawę, że ta recenzja jest opóźniona o kilka miesięcy i w zasadzie nikogo nie interesują już moje wynurzenia, ponieważ każdy  książkę zdążył przeczytać i wyrobić sobie opinię lub też naczytał się różnych opinii i już wie, czy chce ją przeczytać, czy jednak nie.

Znam tylko serię z Szackim, innych książek autora nie czytałam i tak jak większość zaklasyfikowałam Miłoszewskiego do szufladki z kryminałami. Nie byłam jednak oburzona tym, że Szacki został odstawiony na boczny tor, ponieważ wyznaję zasadę, że najlepiej jest, gdy każdy robi, co mu w duszy gra, a skoro autorowi gra niekryminalnie, to mnie nic do tego.

„Jak zawsze” to historia pary około osiemdziesięcioletniego małżeństwa, Grażyny i Ludwika, które jak każdego roku namiętnie świętuje rocznicę swojej pierwszej wspólnej nocy. Ranek przynosi im niespodziankę. Okazuje się, że zostali przeniesieni w czasie i są dopiero na początku swojego związku. Mają znowu młode ciała, lecz pamiętają całą swoją przeszłość i życiowe doświadczenia. Warszawa 1963 roku zaskakuje ich nawet bardziej niż „nowe”, niezużyte ciała. Wiedzą, że muszą przystosować się do nowych warunków, ponieważ nie wiadomo jak długo przyjdzie im odgrywać swoje role w tym całkiem realnym, chociaż totalnie odmiennym świecie. Krótko mówiąc Polska nie jest krajem komunistycznym, lecz weszła w unię z Francją, stąd zupełnie inny wygląd miasta oraz nastroje mieszkańców. Czy bohaterowie wykorzystają daną im szansę, czy mądrzej pokierują swoim życiem, czy unikną błędów popełnionych za pierwszym razem? A może znowu wyjdzie jak zawsze?

Przez pół książki czytanie szło mi jak… w zasadzie w ogóle mi nie szło. Nie interesowało mnie, co stanie się z Grażyną i Ludwikiem, tak jak nie interesują mnie żadne romanse czy powieści o związkach. A tutaj ten wątek zdominował większość książki. Jedyne, co mnie trzymało przy czytaniu, to śmieszne dialogi i lekki ton powieści.. Okrutnie nudziły mnie drobiazgowe opisy Warszawy, bo nie znam tak dobrze miasta, żeby z pamięci odtwarzać wspominane miejsca i porównywać je z wymyśloną przez autora rzeczywistością.

Jednocześnie muszę przyznać, że zaimponowało mi to, jak pieczołowicie oddał klimat i wygląd kraju w zupełnie nowej rzeczywistości. W drugiej części książki czytało mi się już znacznie przyjemniej, coś zaczęło się dziać, bohaterowie uwikłali się w jakieś sytuacje, a ich plany stanęły pod znakiem zapytania. Podobało mi się zakończenie, bo nie było słodkie. Nie jest to jednak książka, o której będę mówiła z błyskiem w oku. Przeczytałam do końca, bo zaczętych książek z reguły nie porzucam, ale w zasadzie z ulgą dobrnęłam do finału.

4 myśli nt. „Jak zawsze, Zygmunt Miłoszewski”

  1. Jestem chyba jedną z niewielu osób, która jeszcze nie czytała tej książki, ale na razie nie mam na nią ochoty. Jakoś tak w ogóle nie ciągnie mnie do twórczości Zygmunta Miłoszewskiego, mimo że kryminały lubię.

Odpowiedz na „Stacja KsiążkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *