Jak zostałam wiedźmą, Dorota Masłowska

Wydawnictwo Literackie, 2014

Liczba stron: 165

Za górami, za lasami było sobie Wydawnictwo Literackie, które uznało, że wie, jakie książki mi się podobają i postanowiło obdarować mnie najnowszą produkcją Doroty Masłowskiej. Wydawnictwo nie wiedziało jednak o mnie wszystkiego i najprawdopodobniej nie było świadkiem tego jak z rok temu pokłóciłam się z mężem o Masłowską właśnie. Tak, tak, my się nie kłócimy o brudne gary w zlewie, lecz o LITERATURĘ 🙂 Przy tym ja byłam stroną atakującą Masłowską, a mąż (nieco przekornie) jej adwokatem. Przesyłka przyszła jakiegoś strasznego dnia, gdy czułam się zabita pracą i padłam bez tchu na kanapę, łąpiąc w biegu nieotwartą kopertę. Trochę się zdziwiłam widząc nową książkę nielubianej pisarki, ale nie miałam siły odrywać tyłka od podłoża, żeby wymienić ją na coś innego. I właśnie tak dokonałam czynu niesłychanego – przeczytałam „Jak zostałam wiedźmą”.

Po tym przydługim i niepotrzebnym wstępie pora na jakiś konkret. Otóż jest to książka o wstrętnej wiedźmie, która przemierza świat w poszukiwaniu pulchnego, pożywnego kąska. W oko wpadł jej niegrzeczny Boguś, miłośnik czipsów i iPhonów. Spryskuje więc jego rówieśnicę Podmianą Myśli i wysyła na poszukiwania chłopca. Wyprawa do świata jak ze snu wiedzie przez uśpione miasto i stawia na drodze dziecka inną wiedźmę – Żulerię von Mocz, dystrybutorkę wszelkiego obrzydlistwa.

Odnoszę jednak wrażenie, że nie o fabułę tu chodzi, lecz o przesłanie, które streścić można zdaniem: Ludzie mają dużo, ale i tak chcą więcej. Co jakiś czas w tekście pisanym wierszem pojawia się bowiem motyw zachłannych, nienasyconych ludzi, którzy żrą te swoje czipsy i wpatrują się w coraz większe telewizory marząc o tym, by mieć to, czego jeszcze nie mają. Jak w tym fragmencie:

Jak tak wracam do domu, zła, zmarznięta, mokra,
idę i ze złością zaglądam ludziom w okna.
A mieszkam na świata skraju, dwa lata zabiera mi dojść tam,
a okno przy oknie, a w każdym się świeci,
a wszędzie, gdzie zaglądam,
czy firanka w nim ze złota, czy z gazety starej,
wszędzie siedzą tak samo, telewizję oglądają
i liczą, czy więcej, więcej, więcej mają,
czy tak jak zawsze: za mało, za mało, za mało.

Jak już zapewne dostrzegliście w tym fragmencie, tekst nie zawsze się rymuje. Nie wiem czy to świadomy zamysł autorki, czy może napisała „Wiedźmę” na kolanie. Tak czy owak książka ta jest dziwna, ale jakoś mnie to nie zaskoczyło. Teoretycznie jest to bajka dla dzieci, lecz dla dzieci nie bardzo się nadaje. Dziecko nie zrozumie ani przesłania, ani większości ukrytych smaczków (nie zaprzeczam, że takie są). Dorosły przeczyta i zapomni, bo niczego odkrywczego w niej nie znajdzie. Jedyna prawdziwa przyjemność płynie podczas czytania i oglądania obrazków (ta wiedźma jest naprawdę paskudna, z nosa wystają jej jakieś gałęzie). Nie namawiam i nie odradzam. Osobiście, poczytuję to za sukces, że przeczytałam – od początku do końca i nie czułam niesmaku jak w przypadku innych książek Masłowskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *