Jego wysokość Longin, Marcin Prokop

Znak Emotikon, 2014

Liczba stron: 160

Jakim chłopakiem był Marcin Prokop? Wysokim, stad jego ksywka Longin. Longin mieszka z rodzicami i młodszym bratem. Ma do dyspozycji swój pokój, który zaradny ojciec „wykroił” z kuchni. Ma kilkoro przyjaciół, z którymi może bawić się po szkole, dziadków i wujka, który gdzieś zginie. Jego dzieciństwo jest całkiem zwyczajne, niezwyczajne są czasy, w których chłopak dorasta.

Przeczytałam gdzieś, że autor tłumaczył, iż książka powstała z potrzeby wyjaśnienia córce pewnych kwestii, których ta nie rozumiała. Lata osiemdziesiąte, to rzeczywiście okres w historii Polski, który trudno ogarnąć rozumem. Co prawda w samej książce nie ma nawiązań do polityki, lecz są tropy, które pokolenie trzydziestolatków czterdziestolatków wyłapie w mig. Dzieciom trzeba między innymi wyjaśnić zjawisko kolejek w sklepach i dlaczego najlepiej na zakupy zabierać ryczącego dzieciaka.

Książka dla dzieci o dorastaniu w PRL-u musi, po prostu musi, opowiadać o zabawach chłopaków i ich marzeniach. Niektóre z nich, na przykład wyścig pokoju rozgrywany kapslami, były legalne, ale jeżdżenie windą w pobliskim wieżowcu należało do zabaw zakazanych i wiązało się z dużym ryzykiem. Przydawały się wówczas długie nogi i refleks. A o czym marzył chłopak w latach osiemdziesiątych? Oczywiście o atari na własność! W domu Longina był jeden komputer, przykryty serwetką i dostępny bez ograniczeń… jedynie dla taty.

„Jego wysokość Longin” to sympatyczne czytadło dla dzieci i starszych. Dla osób w moim wieku to powrót do lat szczenięcych, dla dzieci wychowanych w drugim milenium to obraz nieistniejącego już świata, który był udziałem ich rodziców. Spójne z tekstem ilustracje uatrakcyjniają treść młodemu czytelnikowi. Tę książkę powinno czytać się razem z dzieckiem. Jest świetnym punktem wyjścia do rozmów o zabawach w czasach, gdy nie było komputerów, w telewizji działały tylko dwa kanały i nikt nawet nie marzył o telefonach komórkowych, bo nawet te stacjonarne były poza zasięgiem wielu rodzin. Polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *