Jem przy czytaniu

jem przy czytaniu

Jem przy czytaniu. Nie mam żadnych zahamowań. Gdybym miała się stosować do wszystkich dziwnych zaleceń: „Nie czytaj przy jedzeniu. Nie czytaj w wannie. Nie czytaj w łóżku”, nie czytałabym w ogóle, bo nie dysponuję taką ilością czasu, by zasiąść przy stole lub na fotelu i celebrować chwilę z książką. Od zawsze jem i czytam, leżę i czytam, kąpię się i czytam, mieszam w garnku i czytam. Nie niszczę przy tym książek. A nawet jeśli, to co? Sama za nie zapłaciłam, a książka to tylko przedmiot. Po przeczytaniu trafi na półkę i będzie stała kilka lat. Równie dobrze może stać z plamą lub ukrytym między stronami okruchem. Jeszcze lepiej je się czytając na czytniku. Tutaj to już całkowity luz – kapnie, to się powyciera 😉

Jedzenie i czytanie nie wykluczają się. Pisze o tym Marek Bieńczyk w „Jabłku Olgi, stopach Dawida”, a ja podpisuję się pod jego słowami.

„Nigdy nie słyszałem w domu ‚nie czytaj przy jedzeniu’; do dzisiaj takie molestowanie wydaje mi się karygodne, gdyż rozbija całość i wspólnotę światów cudownie połączonych. Dlaczego rozdzielać dwa łaknienia, głowę od żołądka, po co niszczyć magię komunii, której gdzie indziej ze świecą szukać? (…)

Oczywiście są chwile, kiedy smak potrawy przyciąga uwagę i warto zanurzyć się w każdym kęsie jak w święconej wodzie. Ale nad epifanie, które smak przynosi w darze, wolę tę inną zawartą w nim możliwość: łączenia się ze smakiem pisma”.

Kocham czytać, ale nie oznacza to, że oddaję kult książkom. Uwielbiam zawarte w nich historie, natomiast papier jest tylko przekaźnikiem treści. Jem przy czytaniu i staram się nie szkodzić przy tym książkom, ale nie rwę włosów z głowy, gdy jakaś wyjątkowo soczysta malina skropi stronę swoim sokiem, co przecież nie zdarza się codziennie. Ci, którzy kupili lub dostali ode mnie książki, wiedzą, że nie kleją się i nie śmierdzą sosem chili.

Kogo zgorszyłam moim wyznaniem? Kto wcina książki i kanapki, podobnie jak ja? Komu zdarzyła się jakaś nieprzyjemna awaria i pochlapał cenną lub należącą do kogoś innego książkę? Podzielicie się swoimi historiami?

35 myśli nt. „Jem przy czytaniu”

  1. Oczywiście, że czytam przy jedzeniu. Co więcej – jeśli gotując czytam uszami (czyli słucham audiobooka), to w chwili, w której siadam z talerzem przy stole wolę sięgnąć po książkę drukowaną, narażoną na pochlapanie, bo jeść i słuchać nie umiem.
    Książki w wersji audio mam zawsze ze sobą, więc słucham podczas spacerów z psem, sprzątania, gotowania, czy innych czynności, które zajmują ręce/nogi, ale umysł pozostawiają na tyle wolny, by poświęcić się słuchaniu.
    Drukowane książki czytam przy stole, w łóżku, niegdyś w wannie. I zauważyłam osobliwą skłonność zupy pomidorowej do podejmowania prób pochlapania kartek. Na szczęście prób w większości nieudanych;-)
    Pozdrawiam:-)

    1. Kiedyś tak potrafilam ale na dzień dzisiejszy nie mogę się skupić. No może popcorn. Za to w pozycji leżącej uwielbiam. I nawet mnie nie zrazilo jak tom Millenium w twardej okładce spadł mi na nos. I nie. Nikt mnie za To nigdy nie gonił.

  2. Kieruję się tym, co dawno temu napisała Musierowicz w jednej z książek: „Lepiej czytać przy jedzeniu niż nie czytać wcale”. To też czytam. Przy jedzeniu też 🙂

  3. Czytam przy jedzeniu, w autobusie, przed zajęciami na studiach, oglądając serial w którym akurat jest przerwa. Każdy moment jest dobry.

  4. Ja również czytam książki przy jedzenie i nie widzę w tym nic złego. Tak samo jak czytanie w wannie. Żaden problem. Kiedyś niechcący pochlapałam czyjąś książkę to ją po prostu odkupiłam, a sobie zostawiłam z „defektem”, nie przeszkadzał mi taki egzemplarz, zdarza się, to jest jak najbardziej naturalne chociaż raz w życiu, nikt za to mnie nie powiesi na szubienicy 🙂

  5. Tego, że książka jest przedmiotem i jej jedynym i ostatnim zadaniem jest sprawianie przyjemności, nauczyłam się podczas robienia zadań ze „Zniszcz ten dziennik”. Na początku to był dla mnie hardcore – poplamić albo podrzeć strony a co gorsza wygiąć grzbiet aż do złamania. Teraz luz. Książka jest dla człowieka a nie człowiek dla książki.

  6. Ostatnimi czasy też staję przed takimi dylematami – jeść/robić coś produktywnego czy czytać i często wybieram obie opcje. Rozumiem doskonale brak czasu na czytanie jak należy, ale dla prawdziwego bookoholika nie ma przeszkód. A nienawidziciele będą nienawidzieć 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  7. Czytam i jem tylko wtedy, kiedy jedzenie nie jest płynne ani wybitnie tłuste. Potrafię w dwa rozdziały wsunąć tabliczkę czekolady. Jednak nie z każdą książką tak eksperymentuję, bo np. jeśli książka nie jest moja (z biblioteki, od znajomej) to wolę głodować i ewentualnie nie zniszczyć. Jeśli to coś z mojej półki to pojawia się koło mnie kanapeczka z serem albo jakiś wafel czy inne ciastko. Tylko kąpać się niezbyt z książką, bo preferuję prysznic i wtedy obie dłonie są zajęte czym innym niż trzymaniem książki.

    1. Miałam pisać swój komentarz, ale pod tym mogę podpisać się obiema rękami (choć lewą nie bardzo umiem :P)

  8. Mam tak samo, nie mam czasu na czytanie w fotelu, więc jem, sprzątam, gotuję, kąpię się, siadam na toaletę, jadę samochodem itp i ciągle czytam 🙂 Nie przejmuję się plamami, ksiązka nie jest dla mnie relikwią. POzdrawiam!

  9. Obecnie, jako mama dwójki, mam czas na czytanie tylko w chwili gdy karmię piersią 😉 i oczywiście w wannie 🙂

  10. Pewnie, że jem przy czytaniu! To jest wielka przyjemność. A właściwie łączenie dwóch przyjemności 🙂 Do tego często jem, czytając na leżąco. O zgrozo! I cóż, czasem mi spadnie na karty książki jakiś pomidorek albo odciśnie się palec ubrudzony czekoladą i… co z tego? Staram się uważać, ale gdy coś takiego się stanie, to nie rozpaczam. Oczywiście chodzi o książki własne, nie pożyczone. Te drugie trzymam z dala od jedzenia 😉

    Popieram odsakralizowanie książki. Książka to plik kartek w okładce. Treść książki, jeśli jest wspaniała, jest tak samo wspaniała, gdy przypadkowo poplamimy kartkę sokiem, który właśnie pijemy. Odkąd pracuję w bibliotece, to już w ogóle przestałam obchodzić się z książką jak z relikwią. Czasem nawet w pracy (o zgrozo!) targam książki i wyrzucam, robiąc selekcję.
    To nie zmienia faktu, że o książki dbam. Staram się ich nie niszczyć. Ale książka lubi żyć. Moim zdaniem smutna jest książka nieczytana, nie lekko zaplamiona, czy z normalnymi śladami użytkowania. To przesadne dbanie o książki kojarzy mi się z pięknymi zabawkami, które stawia się na półce i nie wyjmuje się z opakowania i nie bawi nimi, bo się pobrudzą/zepsują etc. Jak się taką lalę wyciąga, to z pietyzmem, niemal lecąc najpierw umyć dłonie. Nie przesadzam, to autentyczna sytuacja z mojego dzieciństwa (w sensie: koleżanka miała taką lalkę). I to jest dopiero zgroza…

    Pozdrawiam, Agnieszko 🙂 Jedzący przy czytaniu – łączmy się ;)!

  11. Też czytam przy jedzeniu, w wannie, gotując… Bo też nie mam tyle czasu, żeby spędzić go tylko z książką… I nie wiem dlaczego niektórzy tak linczują, jak ktoś przyzna się że czyta w wannie… Albo przy jedzeniu…

  12. Jem również, a jakże, i nie widzę powodu, żeby się tego wstydzić… 🙂 I za to przepraszać. A jeśli przydarzy się jakaś fatalna historia – cóż, książka to nie tylko historia opisana przez autora, książka to również jej własna historia. Jeśli więc zdarzy się plama po kawie – cóż człowiek z czasem przyobleka się w zmarszczki, a książka w inny sposób jest nadgryzana przez czas i użytkowanie. Kilka utopiłam w wannie. 🙂 Bywa.

  13. Jem, ale staram się mimo wszystko nie chlapać, nie kruszyć i nie utytłać masłem 😉 Jakoś mam jednak taki szacunek wpojony do książek no i zwyczajnie mój zmysł estetyczny cierpi, gdy widzi „pochlapańce”. Moja mama natomiast oddaje mi książki, w których jest pełno okruchów i plam…Nie potrafię tego zdzierżyć 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *