Joyland, Stephen King

Prószyński i S-ka, 2013

Liczba stron: 336

Czytam dużo, niektórzy powiedzieliby, że bardzo dużo. Ale… Zupełnie nie znam twórczości Stephena Kinga. Uwierzycie, że „Joyland” jest dopiero drugą powieścią tego autora, którą przeczytałam? Pierwszą czytałam z 15 lat temu i … jak można się domyślić z wieloletniej przerwy między jedną a drugą książką Kinga, nie bardzo mi się spodobała. Ktoś niedawno zapytał mnie na FB jaki tytuł nosiła pierwsza, a ja nie pamiętałam. Pamiętałam jednak co nieco z treści, więc wygooglałam sobie tytuł. I co? Byłam zaskoczona, ponieważ okazało się, że czytałam „Lśnienie”, a dałabym sobie rękę uciąć, że jej nie czytałam. Na szczęście dla mojej ręki, dotarłam do informacji, że kiedyś ta książka została wydana pod tytułem „Jasność” i to mogłoby się zgadzać. „Joyland” wywarł na mnie dużo lepsze wrażenie. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.

Joyland to nazwa wesołego miasteczka. Po pierwszym roku studiów Dev znajduje tam wakacyjną pracę. Podoba mu się nieprzewidywalność zajęć wykonywanych w Joylandzie, ale najbardziej utożsamia się z mottem właściciela lunaparku o niesieniu radości. Sam Devin daleki jest od poczucia radości, rozsypał się jego związek, on sam znalazł się na zakręcie. Jednak lato spędzone w Joylandzie niesie ze sobą wiele niespodzianek i niezapomnianych chwil: tych o zabarwieniu erotycznym, sensacyjnym oraz mrożącym krew w żyłach. To lato da także początek długoletniej przyjaźni.

Po Kingu i po „Lśnieniu” spodziewałabym się inwazji duchów, strachów, zwidów i masakrycznych scen. W „Joylandzie” też jest duch i też są osoby mające moc jasnowidzenia, lecz te wątki, choć istotne, nie dominują akcji. Ważniejszym od nich jest wątek seryjnego mordercy oraz jego ofiar, z których jedna jest wspomnianym duchem. Nadrzędne miejsce zajmuje opowieść o dojrzewaniu, o pierwszych samodzielnych wyborach, o zauroczeniach i rozczarowaniach. Na pewno dobrze książce robi to, że napisana została w konwencji wspomnieniowej – starzejący się pisarz opowiada o najbardziej pamiętnych wakacjach w życiu, momencie przełomowym, który pozwolił mu poznać samego siebie.

Warto! Spodoba się nawet tym, którym King kojarzył się z koszmarami i bardzo pojechanymi horrorami. Ja na pewno będę sięgać częściej po jego książki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *