Kruger. Szakal, Marcin Ciszewski

Znak, 2014

Liczba stron: 384

Dwaj osieroceni chłopcy wychowywani przez mistrza cyrkowego przechodzą intensywny trening, podczas którego uczą się rozmaitych sztuczek, wytrwałości, sprytu. Nie trafiają jednak do trupy cyrkowej, lecz pod skrzydła przestępcy, gdzie ćwiczą się pod kątem włamań, napadów i oszustw. Jeden z nich, tytułowy Wilhelm Kruger, ma siostrę Ewelinę, którą musi się opiekować ze względu na jej niepełnosprawność. Drugi, Cygan, podkochuje się w dziewczynie. Kiedy ich gang dokonuje napadu na bank w Warszawie, Kruger zostaje rozpoznany przez byłego rosyjskiego żołnierza, którym kierują nie do końca jasne pobudki. Trop za bandą wiedzie aż do pogrążonego w chaosie Lwowa, który ogarnięty jest walką o niepodległość. Na Krugera i jego bliskich czyha niebezpieczeństwo ze strony samozwańczego mściciela, policji oraz bezpośrednie zagrożenie związane z brutalną interwencją sił ukraińskich w Lwowie.

Pobieżne streszczenie akcji sugeruje niezłą rozrywkę. Niestety, szwankuje wykonanie. Szwy się prują, akcja rozłazi, motywy kierujące mścicielem są zupełnie bezsensowne, a niektóre elementy akcji zupełnie niewiarygodne. Bo jak można rozpoznać człowieka, którego nigdy się nie widziało, nawet na fotografii, nie ma się jego rysopisu, a jedynie świadomość, że taka osoba gdzieś żyje na świecie? Po co bohaterowie-cyrkowcy, skoro ani razu nie wykorzystują swoich umiejętności? A jednak ta książka opiera się właśnie na takich nieprzemyślanych zagraniach.

Powieść zaczyna się świetnie – szybkie tempo akcji, emocjonujący napad na bank, którego nie udaje się przeprowadzić zgodnie z planem. Po czym akcja siada, gdy bohaterowie docierają do Lwowa. Zaczynają się długaśne opisy sytuacji politycznej Polski, które nie mają większego znaczenia dla przebiegu akcji, nawiązuje się jakiś romans między Krugerem a naiwną dziewczyną, poznajemy przeszłe wydarzenia próbujące wyjaśnić dlaczego mściciel ściga Krugera. A na dodatek książka kończy się w takim momencie, że żaden z wątków nie jest domknięty. Trzeba czekać na kolejną odsłonę cyklu. Ja chyba jednak pozostanę w błogiej niewiedzy. Nie chce mi się czytać książek pisanych na kolanie, zaprzeczających logice, z akcją szytą grubymi nićmi. Jestem zawiedziona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *