Krytycznie o spotkaniach autorskich

Poznań jest miastem, gdzie niewiele się dzieje w związku z promocją czytelnictwa i dopieszczaniem czytelników. Spotkania autorskie obywają się sporadycznie, omijają nas największe nazwiska, rzadko przyjeżdżają goście z zagranicy, nie mamy targów książki z prawdziwego zdarzenia. To zaczęło niedawno się zmieniać, pojawiły się nowe inicjatywy, ruszyły się duże instytucje kulturalne. Tylko co z tego, skoro robią to nieudolnie i w nieprzemyślany sposób?

Bardzo ucieszyłam się, że będę miała możliwość uczestniczenia w dwóch spotkaniach z autorami, których cenię. Pierwsze odbyło się w Bibliotece Raczyńskich. Gośćmi byli laureaci nagrody Książka Wiosny – Wojciech Nowicki i Dariusz Rosiak. Spotkanie poprowadził profesor Czapliński. Nie rozpisując się i nie wchodząc w szczegóły powiem, że dzięki przygotowaniu i charyzmie prowadzącego miałam możliwość posłuchać ciekawej rozmowy mądrych ludzi. Jednak było mi przykro, że na spotkaniu zabrakło … czytelników. Z zażenowaniem przyglądam się niemal pustej sali. Ze zgromadzonych 30 osób, większość stanowili pracownicy biblioteki i członkowie kapituły. Ludzi z zewnątrz można było policzyć na palcach jednej ręki.

W tym przypadku brak frekwencji przypisać można jednoznacznie temu, że zabrakło szerszej informacji o wydarzeniu. Mogli do niej dotrzeć jedynie ci, którzy często odwiedzają centralną wypożyczalnię lub wchodzą na jej stronę internetową.

Zębami zgrzytałam na drugim spotkaniu z autorami pt: „Czas reportażu”, które odbyło w CK Zamek. Gośćmi byli znakomici reportażyści: Olga Stanisławska, Filip Springer i Wojciech Tochman. Tutaj widzowie nie zawiedli – sala wypełniona była po brzegi, wielu chętnych wycofało się widząc, że nie znajdą miejsc nawet na podłodze. W tym przypadku nie popisał się prowadzący. Jego ignorancja i brak przygotowania pozostawiły we mnie wielki niesmak. Po dwóch żenujących pytaniach, wyczerpały mu się tematy do rozmowy i zwrócił się do publiczności z pytaniem, czy ktoś chciałby przeczytać swój reportaż. Poczułam się jak na przeglądzie młodych talentów, a przyszłam posłuchać doświadczonych reporterów, którzy według zapowiedzi mieli opowiadać o zmianach, jakie przez ostatnie lata nastąpiły w pojęciu tego gatunku. Spotkanie to nie legło w gruzach tylko dzięki elokwencji gości i inteligentnej publiczności. Niestety, nieprzygotowanie prowadzącego sprawiło, że wstydziłam się i bałam, że nikt więcej do nas nie przyjedzie w obawie przed niekompetentnym moderatorem rozmowy.

Nie jest to pierwszy raz, kiedy prowadzący jest nieprzygotowany i strzela gafę za gafą. Od razu przyszło mi do głowy spotkanie z Adamem Mazurem, który co chwila punktował prowadzącą pytając, gdzie w jego książce przeczytała przypisywane mu słowa.

Jak więc widzicie, pomimo radości z tego, że dany pisarz gości w Poznaniu, idę na spotkania autorskie z duszą na ramieniu w obawie, że zastanę niemal pustą salę w bibliotece albo zamiast ciekawej rozmowy będę świadkiem tego jak autor ucieka przed ignorancją prowadzącego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *