Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku, Morten A. Strøksnes

ksiega-morzaWydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 340

Tłumaczenie: Maria Gołębiewska-Bijak

Woda to stanowczo nie mój żywioł. Zima, śnieg, wiatry to stanowczo nie moja bajka. Łowienie ryb to najnudniejsze, co mi się w życiu przydarzyło. A jednak – pokochałam tę książkę. Przyniosła mi ukojenie i przeświadczenie, że cokolwiek bierzemy na swój cel, należy tak żyć, by nie tracić go z oczu.

Autor tej książki, a jednocześnie jej narrator wraz z przyjacielem Hugonem mieszkającym na dalekiej północy umówili się, że zapolują na rekina polarnego. Ot tak. Żeby przekonać się, że są w stanie złowić go we dwóch. Mięso tego zwierzęcia jest niejadalne, ale tłuszcz można wykorzystać do impregnacji desek, z których zbudowana jest stara przetwórnia rybna remontowana przez Hugona. Morten dojeżdża, gdy prognozy pogody dają nadzieję na spokojne morze. Zanim jednak na nie wypłyną  muszą zorganizować zanętę, odpowiedni hak, łańcuch i uzbroić się w cierpliwość. Okazuje się, że choć teorię łowienia rekina polarnego opanowali perfekcyjnie, nic nie jest proste na morzu.

Kolejne wyjazdy na Lofoty, pływanie po archipelagu w małym, gumowym pontonie, zmaganie się z nieprzewidywalną, majestatyczną naturą skłaniają narratora do snucia rozmaitych rozważań o miejscu człowieka w świecie.  Morten patrzy na morze jak na kolebkę ludzkości, wielkiego żywiciela, a także potwora czyhającego na najmniejszy błąd marynarzy. Rozmowy o morzu zwykle zmieniają się w zadumę nad życiem, jego sensem, celem naszej egzystencji na ziemi. Zdarza się,  że po kolejnych porażkach narrator wątpi w sens tego, na co się porwali. Hugo jest jednak nieugięty, zamierza stoczyć walkę z rekinem i wyjść z niej zwycięsko.

Ta książka tylko z pozoru jest bardzo męska. Owszem, to na co porywają się przyjaciele to przygoda, w której nie ma miejsca dla kobiet. Okazuje się jednak, że ich rozmowy i przemyślenia o kondycji świata, historii morskich podbojów, przyrodzie są uniwersalne. Ponadto dostajemy sporą porcję historii Lofotów. Zachwyciłam się narracją tego reportażu, pełną odniesień do różnych dziedzin nauki oraz sztuki. Chwilami oddalamy się od archipelagu, przez co widzimy go z innej, szerszej perspektywy, by po chwili zbliżyć się na odległość mikroskopu i podziwiać niewidoczne gołym okiem stworzenia zasiedlające wody zatoki.

Nie spodziewałam się, że książka z tak dziwacznym tytułem może nieść tyle znaczeń, wiedzy, wzruszeń i zachwytów. Wiem, że będę do niej wracała, bo na którejkolwiek stronie ją otworzę, znajdę coś zajmującego.

3 myśli nt. „Księga morza, czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim oceanie o każdej porze roku, Morten A. Strøksnes”

  1. Z jednej strony kusi mnie ta książka, a z drugiej bałam się, że – tak jak napisałaś – będzie to zbyt męska książka i się zanudzę. Może jednak spróbuję przeczytać? 🙂

  2. A ja jakoś nie mam ochoty teraz na takie lektury. Zimno, wietrzno i mokro. Coś ciepłego i radosnego by się przydało. Ale za jakiś czas, gdy mam nadzieję narzekać na gorąco, z chęcią przeczytam.

  3. Szczerze mówiąc, my po tej książce również nie spodziewaliśmy się AŻ tyle. Bardzo, bardzo głęboka i refleksyjna, która w jakiś dziwny sposób zachęca do tego, by wyruszyć w podróż, przebywać z naturą i spojrzeć na świat z nieco innej perspektywy. Naprawdę świetny tytuł – podobnie, jak recenzja! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *