Księżyc z lodu, Jan Costin Wagner

Jacek Santorski & Co, 2007

Liczba stron: 383

To chyba chronologicznie pierwsza powieść z tymi bohaterami. Klimatycznie jest bardzo podobna do dwóch pozostałych, aczkolwiek „Księżyc z lodu” nie jest typowym kryminałem o policjantach i przestępcach. Akcja rozgrywa się na trzech płaszczyznach – śledzimy depresję i żałobę Kimmo Joenty, który na początku tej powieści traci żonę. Śledzimy obłęd mordercy i bardzo szybko wiemy kim on jest. Obserwujemy także żmudną policyjną pracę zmierzającą do jego ujęcia.

Z punktu widzenia stróżów prawa sprawa wygląda na skomplikowaną – w mieście dochodzi do serii morderstw popełnianych na ludziach, których nic nie łączy. Każda z ofiar zostaje zabita w nocy, podczas snu. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Z mieszkań nie ginie nic wartościowego, a ofiary wyglądają tak jakby spały.

Najciekawszą postacią jest Joentaa, który zmagając się z żałobą i pustką pozostawioną przez zmarłą żonę rzuca się w wir pracy. Świeże rany czynią go bardziej wrażliwym. Inni koledzy jego intuicję postrzegają jako zdziwaczenie i reakcję na własną tragedię, ale nie przeszkadzają mu w prowadzeniu śledztwa.

Książka przygniata ponurą atmosferą, depresyjnymi postaciami zmagającymi się z osobistymi dramatami i koszmarami i radzącymi sobie z nimi na różne, niekonwencjonalne sposoby. Granica oddzielająca mordercę od policjanta jest bardzo mała – przygniatające doświadczenia życiowe jedni topią w alkoholu, inni odreagowują w pracy, jeszcze inni dają zostają zawładnięcie przez obsesyjne myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *