Lektury nadobowiązkowe. Część druga, Wisława Szymborska

Wydawnictwo Literackie, 1981

Liczba stron: 238

Oczywiście zaczęłam swoją przygodę z felietonami literackimi Wisławy Szymborskiej od złej strony. Pierwszy przeczytany przeze mnie tom ukazał się jako ostatni. Teraz cofam się w przeszłość, czytając pozostałe wydane w formie książkowej felietony o książkach. Część druga „Lektur nadobowiązkowych” ponownie trafia idealnie w moje poczucie humoru i zainteresowania. Budzi się też we mnie zazdrośnik – chciałabym tak zajmująco pisać o książkach. Nawet o tych mniej udanych.

Dziwi wybór lektur noblistki – od biografii i dzienników, poprzez książki historyczne, antologie poezji antycznej, po poradniki dotyczące pielęgnowania urody, bukieciarstwa i myślistwa oraz pozycje o świecie roślin i zwierząt. Przyznam, że ja nie sięgnęłabym po większość z tych książek… Musimy jednak wziąć poprawkę na czasy, w których ukazywały się te felietony. Lata siedemdziesiąte to okres, w którym wydawano niewiele książek, te które się ukazały musiały przejść przez cenzurę, a ich nakład rzadko był wystarczający do zaspokojenia popytu społeczeństwa spragnionego słowa pisanego.

Zachwyca forma wypowiedzi oraz umiejętność puentowania, szczególnie książek, które Szymborskiej z różnych powodów nie przypadły do gustu. Autorka bowiem unika książek napisanych skomplikowanym językiem, których treść nie uzasadnia doboru słownictwa jakby prosto ze słownika wyrazów obcych. Ponadto autorka zwraca uwagę na jakość przekładu z języka obcego, co szczególnie ważne jest w tłumaczeniach poezji.

Tym razem również przeczytałam wszystko od deski do deski rozkoszując się słowem, piękną polszczyzną, prostotą i klarownością, dowcipem i lekkością, z jaką Szymborska pisze o książkach. W przypadku tych felietonów, ich tematyka, czyli książka, o której jest mowa, staje się mniej ważna, na pierwszy plan wysuwa się przyjemność obcowania ze składnymi, ciepłymi zdaniami i niezłośliwym humorem poetki. Przede mną ostatni (czyli pierwszy) tom „Lektur nadobowiązkowych”, na który niezmiernie się cieszę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *