Lolo, Marta Szreder

lolo marta szrederZnak Literanova, 2015

Liczba stron: 222

Nie oglądałam filmu reklamowanego na okładce książki, więc będę się odwoływała tylko do treści powieści „Lolo”. Celowo nazywam książkę powieścią, ponieważ ma niewiele wspólnego z prawdą o Karolu Kocie. Dla niezorientowanych dodam na wstępie, że Kot był seryjnym mordercą działającym w latach 60. w Krakowie. Nie jestem pewna czy obrósł już legendą, tak jak głosi okładka. Wydaje mi się, że wciąż wraca się do tematu Kota za względu na jego młody wiek. Był maturzystą, gdy został ujęty i jak na swoje lata miał całkowicie niewinny, chłopięcy wygląd.

Autorka skupia się na okresie od sierpnia 1965 do maja 1966 roku. Przedstawia Karola Kota w jego środowisku – w domu, szkole, klubie sportowym. To chłopak nieśmiały, zamknięty w sobie, lubiący się uczyć. Nie sprawia kłopotów, nie interesuje się ani modnymi strojami, ani muzyką rozrywkową, nie pije, nie pali. Łatwo go zranić, bo jest wrażliwy. W klubie sportowym, gdzie trafia do sekcji strzeleckiej, poznaje starszą od siebie dziewczynę, studentkę ASP.  Zakochuje się w niej, ona trochę wodzi go za nos. To na jej rysunkach po raz pierwszy widzi nagą kobietę. Chcąc zaimponować chłopcom ze szkoły, których kręci zabawa nożami, Karol odkłada kieszonkowe i kupuje nóż. Potem dotąd ćwiczy sztuczki aż jest najlepszy ze wszystkich. Pewnego dnia w chwili wzburzenia, odczuwając upokorzenie i inność, Karol napada w kościele na staruszkę. Rani ją w plecy i ucieka. Od tej pory ataki na nieznane osoby są dla niego formą wyładowywania złości i napięcia. Cały Kraków drży przed ‚wampirem”, jak nazwały go gazety.

Książka napisana jest bardzo sprawnie, czyta się ją błyskawicznie. Ale cały czas coś nie dawało mi spokoju. Czułam, że zawodzi psychologia postaci. Normalny człowiek nie idzie zabijać, bo ktoś go zawstydzi. I nie myliłam się. „Lolo” jest lukrowaną laurką. Karol przedstawiony został jako szlachetny, nieśmiały chłopiec, niemal ofiara swoich bliskich. Tylko że to wszystko nie jest prawdą. On taki nie był. Wystarczy przeczytać wywiad z Kotem zamieszczony w książce Bogusława Sygita „Kto zabija człowieka…”, by poznać prawdziwe oblicze wampira. To psychopata od dziecka męczący zwierzęta, kolekcjonujący broń, kochający zadawać ból, pijacy krew, dumny ze swoich czynów, postrzegający moralność jako przyzwolenie na czynienie tego, co sprawia mu przyjemność. Człowiek bez skrupułów i sumienia.

Nie wiem, co skłoniło autorkę do napisania takiej zakłamanej książki. Czyżby naprawdę chciała stworzyć legendę? Tylko po co? Na okładce napisano, że Marta Szreder próbuje odgadnąć motywacje seryjnego mordercy, ale według mnie wychodzi od zupełnie chybionej hipotezy. Karol Kot nie był ofiarą, był katem od dawna ćwiczącym się w zabijaniu. Traktował zadawanie śmierci jako hobby. Pretekst do zabijania był nieważny. Gdyby nie został ujęty, zabijałby nadal i to nie tylko atakując nożem. Doskonalił swoje metody i coraz bardziej rozsmakowywał się w krwi. Czy naprawdę musimy robić bohaterów z psychopatów? Czy nie można było opowiedzieć jak było naprawdę? Skoro ja bez problemu dotarłam do wywiadu, to autorka również mogła sprawdzić różne źródła. To książka szkodliwa, naprawdę. Gdyby była fikcją literacką, o fikcyjnym bohaterze, nie miałabym zastrzeżeń, chwaliłabym warsztat i opowiedzianą historię, ale niepokoi mnie manipulowanie faktami. Nie potrzebujemy takich bohaterów jak Karol Kot.

5 myśli nt. „Lolo, Marta Szreder”

  1. Byłam na tym filmie i mam podobną refleksję, co Ty po przeczytaniu książki! Film jest bardzo „ambitny” i pokazuje tego chłopaka jako zwykłego dzieciaka z chorą fascynacją innym mordercą, którego winy niby „przejął na siebie”, bo przyznał się do zbrodni przed sądem. Po tym filmie już sama nie wiedziałam co myśleć i również doczytałam w internecie, kim naprawdę był Kot.

    Do filmu nie mogę się do końca doczepić – jest bardzo niekonkretny i wielu rzeczy się trzeba domyślić, przez co prowokuje do zajrzenia do źródeł na temat obu morderców. Ale książka?! Książka powinna mówić więcej i opierać się na faktach…

    Dzięki za tę recenzję – już wiem, że do książki nie mam po co zaglądać! 😉

  2. Podzielam Twoje zdanie. Książka jest sprawnie napisana, ale ukazanie Kota jako nieszczęśliwego, zagubionego nastolatka, to jakaś pomyłka. Wywiad, o którym wspominasz, czytałam zanim zabrałam się za książkę, dlatego w trakcie czytania moje oczy robiły się coraz większe, bo nie mogłam zrozumieć przekłamania w charakterystyce Kota. Pani Szreder dziwną historię stworzyła.

  3. Witam,

    zarówno książka jak i film nie są biografiami, a są jedynie inspirowane prawdziwymi zdarzeniami.

    Poniżej cytat z wywiadu udzielonego przez autorkę:
    „Karol Kot mordował bez skrupułów, tymczasem w Twoim hitchcockowskim scenariuszu „Lolo” jawi się trochę jako zagubiony dzieciuch, niemogący poradzić sobie z presją otoczenia.

    – Obawiałam się, że zostanie to tak odczytane. Ale pamiętajmy, że ten scenariusz to fikcja co najwyżej zainspirowana faktami. Prawda jest też taka, że zawsze interesowali mnie pod kątem literackim normalni na pozór ludzie, w których nie wiadomo skąd nagle rodzą się demony. Dla mnie Karol Kot to fascynująca postać właśnie w tym sensie”.

    Cały tekst: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,35798,7416135,Lolo__czyli_krakowski_morderca.html#ixzz3vdxET6v7

    1. Skoro inspirowana faktami, to bohater powinien nosić inne imię i nazwisko, nie mieszkać w Krakowie itd. Książka w takiej formie wprowadza w błąd i jest manipulacją przez to, że wykorzystano tylko te fakty, które autorce pasowały do określonej, niezgodnej z prawdą, wizji.

  4. Planuję przeczytać tę książkę, ale po przeczytaniu tej recenzji chyba zachowam większy dystans co do treści. A z pewnością postaram się poznać historię Kota według innych źródeł. Dzięki! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *