Londyńczycy, Ewa Winnicka

Agora & Czarne, 2012

Liczba stron: 261

W czasie wojny wielu Polaków szukało schronienia w Anglii. Tam stacjonowała lotnictwo polskie, żołnierze innych kompanii oraz rząd polski. Nic w tym dziwnego, że część osób, które znalazły się na ziemiach brytyjskich, założyła w Anglii rodziny. Po wojnie niektórzy postanowili nie wracać do kraju, który wbrew nadziejom i oczekiwaniom wciąż nie był wolny i taki pozostał do 1989 roku.

Ewa Winnicka dotarła do Polaków osiadłych w Londynie od czasów wojny oraz do pokolenia, które już urodziło się poza Polską. Książka „Londyńczycy” to zbiór reportaży o ich życiu w Anglii, o problemach i sukcesach środowiska Polaków. W stosunku do poprzedniego wydania książka uzupełniona jest o pięć reportaży oraz barwne fotografie autorstwa Chrisa Niedenthala.

Niektóre z historii zapadają w pamięć: jak chociażby ta o dwóch żonach generała Andersa, czy o przepychankach Polonii z kościołem w sprawie Fowley Court. Niektóre, na przykład tę o okrężnej i pełnej niebezpieczeństw drodze złota wywożonego z okupowanej Polski do banków Anglii, Kanady i Stanów Zjednoczonych, można by sfilmować i pokazywać jako film sensacyjny. Inne opowieści pokazują to, jakimi ludźmi stali się Polacy odcięci od rodzin, pozbawieni nadziei na powrót do wolnej Polski. Jednym z najbardziej poruszających reportaży jest ten spisany w formie listów. Córka polskiego żołnierza, który wyrządził jej i jej matce wiele krzywd dociera do dokumentów i ludzi, którzy go znali jako innego człowieka. Doszukiwanie się korzeni może być czynnością tak samo bolesną, jak oczyszczającą.

Reportaże są nierówne – niektóre trochę przegadane, niektóre z nich będą szybko przeze mnie zapomniane. Większość z nich to jednak ważny głos o polskości. Jest tu bowiem wiele cech charakterystycznych dla nas Polaków. Z tych pozytywnych to: przedsiębiorczość, ambicja, zapał. Z negatywnych to cwaniactwo, pieniactwo, rozpamiętywanie krzywd oraz koncentrowanie się na przeszłości. Niestety, większość reportaży pokazuje imigrantów ze złej strony i nie wynika to bynajmniej ze złośliwości autorki, ale z małości osób, z którymi rozmawiała. Warto przeczytać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *