Lotem gęsi, Mariusz Wilk

Noir Sur Blanc, 2012

Liczba stron: 205

Urzekła mnie nastrojowa okładka. Zaintrygował podtytuł (a raczej w tym przypadku „nadtytuł”) – Dziennik północny. O samym autorze i innych jego książkach wiedziałam niewiele. I dobrze. Bardzo lubię jak książka broni się sama. W tym przypadku rzeczywiście się obroniła. Chętnie ruszyłam śladem wędrówek intelektualnych i krajoznawczych Mariusza Wilka.

Autor zawarł w książce trzy opowieści. Rozpoczyna od gawędy o mieście, w którym mieszka i które wybrał sobie spośród innych miast świata – Pietrozawodska położonego nad jeziorem Onieżskim w Rosji, mniej więcej na wysokości fińskiego Tampere. Autor zabiera czytelnika na spacery po mieście współczesnym oraz w jego przeszłość. Bada ją w sposób tradycyjny – w ciszy i nabożeństwie miejscowej biblioteki. Odkrywa losy założycieli kopalń i fabryk położonych nad jeziorem. Od jednej opowieści przechodzi płynnie do następnej. I w ten sposób znajdujemy się na Labradorze – odległej krainie Kanady.

Podróżnik poznaje Labrador jadąc szlakiem swojego mentora podróżniczego Kennetha White’a. Jednak nie jest to do końca podróż jaką pragnąłby odbyć – niewiele ma wspólnego z prawdziwą włóczęgą. Klimatyzowany samochód, rezerwacje na promach i wdzierająca się z każdej strony nowoczesność oraz związany z nią pośpiech deprymują pisarza i skłaniają do refleksji nad turystyką i włóczęgą, który konkluduje:

„Włóczęga jest bowiem stanem ducha, a nie czynnością – profesją lub hobby – jak wojażowanie.”

W ostatniej zawartej w tomie opowieści znajdujemy się na powrót w Rosji – w pozbawionym wszelkich wygód domu na wsi, w którym autor z żoną / partnerką i maleńką córeczką spędzają pierwsze lata po urodzeniu dziecka. Późne ojcostwo otworzyło przed autorem nowy świat, nowe wyzwania i świeżość spojrzenia. Jednocześnie stajemy się świadkami łączenia kultur – w domu pisarza spotykają się intelektualiści z zachodu z rosyjskim traktorzystą czy bezrobotnym sąsiadem. Tak samo jak w prozie Wilka, erudycja przeplata się z nierzadko siermiężną codziennością.

Mariusz Wilk jest idealistą, człowiekiem wolnym od przymusu posiadania. Pisze nastrojowo, specyficznym stylem, w którym przeplata słowa rosyjskie, staropolskie i własne neologizmy:

„Piszę jak chodzę, nieśpiesznie, żeby czytając, można było kontemplować to, co widzę, idąc. To proza nie dla miłośników bystrej jazdy i migotliwych obrazków.”

Dla takiej książki warto zatrzymać się w biegu i, tak jak pisze autor dając przykład wodospadu, kontemplować ją w świetle i mroku, deszczu i słońcu, aniżeli lecieć na łeb na szyję, żeby „zaliczyć” dwa wodospady czy dwie książki w jeden dzień. Ilość nie przekłada się w jakość – szczególnie w poznawaniu świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *