Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie, Tomasz Owsiany

Bernardinum, 2014

Liczba stron: 349

Gdybym oceniała książki na podstawie tego, jak wpłynęły na mój światopogląd, „Madagaskar. Tomek na czerwonej wyspie” byłaby na wysokim miejscu. Moje wyobrażenie Madagaskaru (nie wiem skąd się wzięło) idealizowało i kraj, i ludzi. Wyspa zdawała mi się oazą zieleni, bogatą w pożywienie składające się głównie z warzyw i owoców, sielankowe krajobrazy i pogodnych, serdecznych ludzi. Ciekawe jak wyobrażał ją sobie Tomek, filolog romański, zanim, pod wpływem opowieści polskiego misjonarza, wyjechał do Afryki, by uczyć tam francuskiego na odległej katolickiej misji? Książka opowiada bowiem o wszechobecnych zaskoczeniach – upałem, brudem, zaniedbaniem oraz nachalnością tubylców.

Tomek nie był przygotowany na tak ekstremalne warunki. Wiele rzeczy go dziwi, wiele bulwersuje, nieraz traci wiarę w człowieka. Malgasze nie różną się bowiem od innych mieszkańców Afryki znanych chociażby z reportaży Kapuścińskiego. Nie myślą perspektywicznie, żyją dniem dzisiejszym, nie znają słowa obowiązek, a jeśli są gotowi do jakiegoś wysiłku, to wysiłek ten musi im się opłacić. Chociaż misja robi wiele dobrego dla okolicznych mieszkańców, musi się też przed nimi bronić: niedopuszczalne jest zostawienie jakichkolwiek drzwi niezamkniętych na klucz. Malgasze rozkradną wszystko, co można sprzedać nie zważając na to, że misjonarze pomagają im na co dzień.

Jednym z bardziej szokujących fragmentów był opis poziomu szkolnictwa i samych nauczycieli. W ogóle nie ma mowy o jakichkolwiek standardach nauczania. Nauczyciele sami znają francuski w zakresie podstawowym, nie przykładają się do pracy, co więcej, zdarzają się dni, że w ogóle nie otwierają szkoły.

Wieńczący wyjazd Tomka pobyt na jednej z wysp otaczających Madagaskar jest w sensie dosłownym i przenośnym oderwaniem od trudów i zaskoczeń wielomiesięcznego stażu w Afryce. Tu dopiero widzi pocztówkowy Madagaskar i honorowych ludzi, wiernych tradycjom.

Książka o Madagaskarze widzianym przez Tomka Owsianego to zapis wielu dziesiątek obserwacji ilustrujących zachowania, obyczaje, kulturę ludów zamieszkujących ten kraj. Dużo w niej fragmentów, które wywoływały we mnie, dość silne uczucia – zaskoczenia, żalu, rezygnacji. Naprawdę trzeba mieć w sobie niekończące się pokłady optymizmu, siły i wiary w to, co się robi, by próbować choć w najmniejszym stopniu odmienić los Malgaszów. Nie mówię tu o fundowaniu im coraz to nowych zdobyczy cywilizacji, lecz zmianie myślenia i nauczeniu ich dbałości o to, co mają, zapobiegliwości, uczuć macierzyńskich, obowiązkowości.

Rzecz warta polecenia jako odmiana od słodko-pocztówkowych relacji z wypraw. Owsiany pracując na Madagaskarze przez większość roku miał dość czasu, by przyjrzeć się opisywanym ludziom i miejscom i wniknąć w głąb problemów. W swojej książce starał się zrównoważyć spojrzenie krytyczne i zauroczenie egzotyką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *