Marionetki, Paweł Jaszczuk

Prószyński i S-ka, 2012

Liczba stron: 344

Moje pierwsze spotkanie z prozą Jaszczuka było średnio udane, jednak nie do końca zepsute. Postanowiłam zatem dać autorowi i jego nowej powieści kolejną szansę i ostatecznie zdecydować czy jest nam po drodze, czy wręcz przeciwnie.

Rok 1938, Lwów. Dziennikarz kryminalny Jakub Stern zajmuje się sprawą brutalnego morderstwa, którego ofiarą padł urzędnik bankowy. Pierwsza hipoteza dotycząca powiązania zbrodni ze światem finansów, dość szybko upada kiedy okazuje się, że zamordowany był również literatem i pisał sztuki. Kiedy w wynajmowanym przez niego mieszkaniu redaktor odnajduje marionetki z teatru lalek upozorowane w dość makabryczny sposób, postanawia się przyjrzeć środowisku artystycznemu Lwowa. Okoliczności sprzyjają, ponieważ właśnie rozpoczyna się festiwal teatralny. Niestety, pojawiają się również nowe ofiary – również związane z niedawno rozwiązanym teatrem lalek.

Podoba mi się osadzenie akcji we Lwowie, który jest pokazany jako miasto prężnie rozwijające się, nastawione na kulturę, ale nie wolne od półświatka, zapewniającego Sternowi tematy do kolejnych artykułów. Kolorytu powieści nadaje również niezbyt udane małżeństwo Sterna oraz jego zazdrosna żona. Podoba mi się również język powieści oraz dynamika zdarzeń.

Zastrzeżenia mam do rozwoju zdarzeń w powieści. Rozumiem, że dziennikarz ma mniejsze możliwości docierania do kolejnych tropów niż policja, nie rozumiem jednak dlaczego chce wyręczać policję w łapaniu przestępców. Wiem, że to taka konwencja, że Annika Bengtzon w powieściach Lisy Marklund też uprawia dziennikarstwo śledcze i wychodzi to dobrze. Jednak Stern nie tyle pragnie napisać artykuł, co właśnie prowadzić śledztwo i dobrać się do mordercy. Drugi zarzut to chaotyczność poczynań dziennikarza – pojawia się w różnych miejscach i znajduje dowody, świadków lub kolejne punkty zaczepienia. Ok, ale skąd wie dokąd chodzić? Za dużo w książce przypadków, losowości, żeby była przekonująca.

Jednak nie nadajemy na tych samych falach, choć niezaprzeczalnie o wiele przyjemniej czytało mi się „Marionetki” niż „Plan Sary.” (Przeczytałam właśnie swój wpis na temat tej książki i okazało się, że miałam do niej podobne uwagi.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *