Młodość Martina Bircka, Hjalmar Soderberg

14

Jacek Santorski & Co, 2005

Liczba stron: 112

Co ja na to mogę, kiedy biblioteczne półki zawsze wzywają mnie przed regał z literaturą skandynawską? W ten sposób właśnie przyniosłam do domu króciutką powieść Soderberga o młodości Martina Bircka. Czas spędzony z tą książką nie należy do straconych, bo powieść przesycona jest tęsknotami i prawdami uniwersalnymi.

Martina poznajemy jako kilkuletniego chłopca dorastającego w kochającej się rodzinie. Dzięki urzędniczej pracy ojca, w domu nie jest biednie, ale też rodzina nie ma aspiracji, by pragnąć więcej niż otrzymuje. Ceni się w niej Boga i religię, i w takim religijnym duchu wychowuje Martina i jego starszą siostrę. To porządna mieszczańska rodzina, spokojna i bogobojna, której obce są skandale.

Lata szkolne Martina wzbudzają w nim zainteresowanie poezją, zaczyna publikować pierwsze wiersze oraz dysputy. Prócz tego, z biegiem czasu rozbudza się w nim zainteresowanie płcią przeciwną – jednak Martin nie ma narzeczonej, a swoje płomienne uczucia lokuje w pięknej tajemniczej nieznajomej. Mimo wewnętrznego przekonania, że praca urzędnicza nie jest dla niego, stara się za namową ojca o etat w urzędzie, gdzie spędza długie i nużące godziny na podliczaniu słupków. Okazuje się, że zarobki te staną się podstawą jego utrzymania, ponieważ z biegiem czasu zatraca wenę twórczą i pogrąża się w marazmie życia. Odrzucenie młodzieńczych ideałów oraz religii, w której wzrastał, wyznaczają etap graniczny między wiekiem młodzieńczym a dorosłością. W pewnym momencie Martin zauważa:

„Życie jest stworzone dla starych, dlatego być młodym to dopust. Jest stworzone dla bezmyślnych i leniwych, dla tych, co biorą fałsz za prawdę lub nawet wolą fałsz, chorobą jest myśleć i czuć, chorobą wieku dziecięcego, przez którą mężczyzna musi przejść, zanim stanie się mężczyzną.”

To powieść o dojrzewaniu, o odrzuceniu tego, co stanowiło ideały w latach młodzieńczych i poddaniu się konformizmowi społeczeństwa ludzi dorosłych. Nudna praca bez perspektyw, sekretny związek bez przyszłości, ograniczany brakiem społecznego przyzwolenia oraz zarzucenie marzeń i ambicji związanych z pracą twórczą, są ceną jaką Martin płaci za przynależność do społeczeńtwa. Soderberg pisze prosto i dosadnie, nie ubiera zdań w miękkie metafory i dźwięczne porównania. Aby wyrazić tak wiele treści i tak głębokie przemyślenia o kondycji społeczeństwa skrępowanego konwenansami oraz ubóstwem, wystarczyło mu niewiele ponad sto stron. Zapewniam, że moje odkrywanie tego autora jeszcze nie dobiegło końca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *