Moja najdroższa, Gabriel Tallent

Wydawnictwo Agora, 2018

Liczba stron: 390

Tłumaczenie: Dariusz Żukowski

Jeśli można jednocześnie kogoś ostrzec przed czymś i zachęcić do czegoś, to zamierzam właśnie tak zrobić. „Moja najdroższa” to książka nietuzinkowa, jej przeczytanie kosztowało mnie wiele wysiłku, a jednocześnie od początku do końca byłam przekonana, że dobrze robię, nie zniechęcając się wysiłkiem emocjonalnym. Co mnie tak wykończyło? Wszystko!

Turtle Alveston ma 14 lat. W szkole radzi sobie kiepsko, ma problemy z czytaniem, ale za to świetnie posługuje się każdym rodzajem broni palnej. Dziewczynkę wychowuje samotny ojciec, Martin, mieszkają w okolicy, gdzie jest mało domów, dysponują dużym, dzikim zarośniętym obszarem. Turtle uczona jest przez ojca jak przetrwać w warunkach ekstremalnych, bo Martina pochłaniają kwestie ekologiczno-katastroficzne. Dziewczyna nie ma przyjaciół, nikt w szkole nie wie, jaka jest jej sytuacja domowa, nawet mieszkający w okolicy dziadek nie domyśla się, jak jest źle.

Turtle jest poddawana wszelkiego rodzaju torturom psychicznym i fizycznym. Niezrównoważony ojciec traktuje ją jak żołnierza, więźnia, dziecko i kochankę (tak!, niestety, brr). Dziewczynka musi poddawać się jego humorom, znosi wszystko z zaciśniętymi zębami,  nikomu się nie skarży, ukrywa siniaki i traumy psychiczne, ponieważ bardziej niż cierpienia z rąk oprawcy boi się rozłąki z ojcem, który jest całym jej światem. Wszystko zaczyna bardzo powoli się zmieniać, gdy Turtle poznaje dwóch starszych od siebie chłopców.

Martin to postać przerażająca i zagadkowa. Nie do końca rozumiemy motywy jego działania, ale szybko przekonujemy się do czego jest zdolny. To człowiek silny fizycznie, lecz zupełnie popieprzony psychicznie i jak każdy psychopata (zakładam, że nim jest) zupełnie nie widzi swojej winy, lecz bez problemu obarcza nią cały świat, innych ludzi, system i okoliczności. „Jego najdroższa” córka jest całym jego światem, z nikim nie chce się nią z nikim dzielić. Zaborcza miłość nigdy nie jest dobra, ale najgorsza jest zaborcza miłość ojca do córki.

Nastrój grozy od samego początku jest na bardzo wysokim poziomie, a potem jeszcze wzrasta. Nic dziwnego, że nie zdołałam szybko przeczytać tej książki – musiałam dawać sobie czas na odpoczynek, na wyciszenie nerwów, na uspokojenie szybko bijącego serca, na odreagowanie. Tak bardzo pragnęłam pomóc dziewczynce (tak, typowa nauczycielka), że najchętniej weszłabym na karty tej powieści i… sama nie wiem. Naprawdę trudno znaleźć odpowiednie wyjście z sytuacji, w jakiej znalazła się Turtle, tak by nie stała jej się krzywda. Od początku bowiem mamy świadomość, że gra toczy się o przeżycie.

Ostrzegam was przed tą książką – wykończy was emocjonalnie, wydrenuje do cna, przeczołga i podepcze.

Zachęcam was do lektury – warto dla tych emocji, dla przeżycia dylematów moralnych i zastanowienia się, jak byście postąpili w sytuacji Turtle i sytuacji dorosłych w jej otoczeniu.

Jeśli można oceniać atrakcyjność książki w skali szybkiego bicia serca i spoconych dłoni, to ta wykracza poza skalę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *