Moja walka 5, Karl Ove Knausgard

moja-walka-5Wydawnictwo Literackie, 2016

Liczba stron: 808

tłumaczenie: Iwona Zimnicka

Karl Ove Knausgard w monumentalnej, sześciotomowej „Mojej walce” dokonuje drobiazgowego rozkładu swojego życia. Kolejne tomy opisują różne etapy jego życia. Nie jest to jednak typowa autobiografia, ponieważ autor nie zachowuje chronologii. Tom piąty opowiada o okresie studiów w Bergen i nadziei na szybki debiut literacki.

Dziewiętnastoletni Karl Ove zaczyna roczne studia w Akademii Pisania. Jest dumny z tego, że udało mu się dostać na prestiżowy kierunek i przekonany, że szkoła da mu kopa potrzebnego do tego, żeby napisać świetną powieść. Jest najmłodszy w grupie i najbardziej zakompleksiony. Składa się z samych kompleksów. Każda drobna krytyka pod adresem jego prac powoduje jego zamknięcie się i wycofanie.

Ten tom obejmuje ponad 10 lat, wypełnionych przede wszystkim studiami, próbami pisania, związkami z kobietami i chlaniem na umór. To czyściec, przez który Knausgard musi przejść, żeby odbić się od dna. Ale on o tym nie wie, skupia się bowiem na tym, co tu i teraz, a najbardziej skupia się na sobie. Debiutanckie książki jego przyjaciół pogrążają go w coraz większej rozpaczy – on, który pijaku, opowiada wszystkim, że jest genialnym pisarzem, nie jest w stanie napisać niczego dobrego. Jego życie nie zmierza w żadnym kierunku, lata w Bergen to okres stagnacji, miotania się i użalania nad sobą. Satysfakcji nie daje mu ani praca w radiu, ani pisanie recenzji dla magazynów, ani związki z kobietami. On chce pisać. Ale nie pisze.

Większość czasu poświęca na dopasowywanie się do ról, zakładanie masek, granie kogoś, kim nie jest. Jego potrzeba akceptacji jest tak wielka, że nigdy nie jest sobą, lecz udaje kogoś innego. Początkowo jego zachowanie odstrasza od niego kobiety, żadna nie chce zostać zagłaskana na śmierć. Wśród mężczyzn również nie ma przyjaciół – wkręca się w towarzystwo swojego brata, z którym imprezuje szastając pieniędzmi z kredytu studenckiego. Co zaskakujące, pisze niewiele. To, co robi, stoi w całkowitej sprzeczności z jego wyobrażeniami o sobie. Przeraża go to, jak zachowuje się po alkoholu, lecz nie przestaje pić. To postać na wskroś destrukcyjna.

Co za okropny człowiek, myślałam podczas lektury. Knausgard opisał siebie tak, że powstał antybohater, nieudacznik, którego przygniatają wygórowane ambicje. Szczerze mówiąc, mimo znajomości jego twórczości, sama zaczęłam wątpić w jego talent. Byłam zaskoczona tym, że praktycznie nie pisał, a marzył o karierze pisarza.  Nie miał pomysłów na fabuły, a chciał pisać powieści. Nie pracował, a chciał mieć dobry warsztat. Ten obraz kłócił mi się z wyobrażeniem początkującego pisarza. Poza tym, Knausgardowi w pisaniu przeszkadzała ta cecha charakteru, która wydawała mi się szczególnie odstręczająca. Tak jak w życiu, w pisaniu również chciał być kimś innym – na jednej stronie tekstu dało się udawać inną osobę, ale na dłuższą metę to nie mogło wypalić.

To niesamowite, że można tak się obnażyć. Zerwać z siebie od lat budowaną zasłonę, wymazać całe to udawanie kogoś innego, poddać autopsji najbardziej wstydliwe myśli i uczynki (tak, nie był taki święty). Taka postawa z jednej strony mi imponuje, z drugiej trochę mnie przeraża. Człowiek, który przez ponad 30 lat żyje w okowach lęków, wstydu, nagle wywala na wierzch wszystko, co ukrywał. Ciekawe czy po opublikowaniu „Mojej walki” nadal się wstydził i czekał na reakcje tych, których opisał obok siebie.

Czekałam na taki tom, po dwóch opisujących jego dzieciństwo i lata nastoletnie, które były dobre, lecz nie rewelacyjne, ten znowu jest tak świetny jak tomy rozpoczynające „Moją walkę”. Jego siła polega na tym, że nie ma tu nikogo innego, kto mógłby ponosić odpowiedzialność za zachowanie Karla Ovego. Jako dorosły mężczyzna o sprecyzowanych planach na przyszłość musi zmierzyć się z życiem sam, podjąć walkę o siebie i zmierzyć się z porażkami. No i wreszcie tutaj widać jaka to pomerdana osobowość – misiu do głaskania, potrzebujący czułości, a zarazem zimny drań. Czasem rozedrgany jak galareta, innym razem hardy jak skała. Przesadnie wstydliwy, a czasem nachalnie zarozumiały. Jestem pod wielkim wrażeniem i nie mogę się doczekać tego, co będzie dalej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *