Moje gawędy o sztuce, Bożena Fabiani

Świat Książki, 2012

Liczba stron: 366

Książkę czytałam jakieś 2-3 tygodnie. To do mnie zupełnie niepodobne, bo zazwyczaj poświęcam książce nie więcej niż 2-3 dni. W przypadku gawęd pani Fabiani wszystko okropnie się wydłużyło przez niefajne wydanie. A na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być w porządku – śliczna, twarda okładka, przyjazna oku czcionka, kolorowe wklejki z reprodukcjami obrazów…

Autorka opowiada o sztuce renesansu – obrazach, rzeźbach, freskach, nawet o dziełach jubilerskich. Jednak to nie wytwory rąk ludzkich znajdują się w centrum jej uwagi – punktem wyjścia do każdej z gawędy jest człowiek oraz uwarunkowania historyczne mające wpływ na jego życie i twórczość. Ze skrupulatnością godną historyka z trudno dostępnych materiałów źródłowych kompiluje opowieści, w których XVI- wieczni artyści wydają się niemal namacalni. Wiadomo, że archiwa są jakie są, wiele pism zaginęło, nie zachowały się płótna i rzeźby, a mimo to ze skrawków wiedzy Bożena Fabiani tka postaci artystów jak żywe. Niektóre fragmenty, jak choćby ten dobrze udokumentowany, dotyczący przesłuchania Veronese przez trybunał inkwizycji, czytałam na głos żebyśmy mogli się wspólnie w domu pośmiać z tupetu niepokornego twórcy.

Lektura tej książki usystematyzowała moją wiedzę na temat artystów renesansu tworzących we Włoszech, wskazała główne nurty, tematykę, odchylenia od stylu i cechy charakterystyczne dla poszczególnych artystów. Wymagała jednak ode mnie wielkiego zaangażowania. Wydawca nie zadbał o to, żeby zamieścić reprodukcje wszystkich omawianych przez autorkę dzieł sztuki. Co więcej, w każdej z ponad 30 gawęd omawia się od kilku do kilkunastu obrazów, a we wkładce mamy co najwyżej zdjęcie jednego z nich. W związku z tym, czytanie musiałam połączyć z wyszukiwaniem reprodukcji w internecie, co zajmowało sporo czasu i strasznie mnie rozpraszało. Nie potrafię czytać o obrazach i udawać przed samą sobą, że już wiem o co chodzi na podstawie samego opisu, zatem co chwilę odrywałam się od lektury żeby sprawdzić kolejne dzieło.

Dlatego jeśli planujecie lekturę tej pozycji (do czego zachęcam) zarezerwujcie sobie więcej czasu niż przeciętnie oraz dostęp do sieci lub albumów malarstwa – w przeciwnym razie prawie całe czytanie będzie pozbawione sensu, a wiedza o sztuce renesansu wleci Wam jednym okiem, a wyleci drugim.

 Misio dotrzymywał mi towarzystwa, ale on zachwycał się jakąś inną galerią – taką bardziej na swoim poziomie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *