Może (morze) wróci, Bartek Sabela

Bezdroża, 2013

Liczba stron: 282

Pisałam wczoraj o postapokaliptycznej wizji świata, jaką przedstawiają nam pisarze zajmujący się fantastyką w ramach Uniwersum Metro 2033. Bartek Sabela nie przejawia zapędów do pisania powieści fantastycznych, a jednak czytając jego relację z podróży do Uzbekistanu człowiek ma wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę, a wszystko to, o czym pisze Sabela, to tylko koszmarne zwidy i chora wyobraźnia.

Autor reportażu nie jest podróżnikiem, a przynajmniej nie był nim zanim wyruszył na wschód. W podróż do Uzbekistanu wyruszył zainspirowany artykułem i fotografią w prasie. Na zdjęciu, które tak poruszyło autora, widniało Morze Aralskie, a raczej to, co z niego pozostało. W pustynnym piachu stał wrak statku, a tuż obok niego pasły się wielbłądy. Pewnie wielu z Was wie, że na skutek idiotycznej i krótkowzrocznej polityki gospodarczej w Uzbekistanie doszło do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Komunistyczni przywódcy ZSRR zamarzyli sobie o zbudowaniu ekonomicznej potęgi kraju opartej na uprawie bawełny. Nieważne, że to kraj pustynny, ubogi w rzeki i zbiorniki wodne. Aby nawodnić pola byle jak poprowadzono kanały odprowadzające wodę zasilającą jezioro zwane Morzem Aralskim. Ta decyzja doprowadziła do dramatycznego krachu – ludzie pracujący przy połowie i przetwórstwie ryb stracili miejsca pracy, miasta zaczęły się wyludniać, zniknęły ważne ekosystemy, wymarły liczne gatunki zwierząt. Sabela zastał w Uzbekistanie krajobraz po najprawdziwszej apokalipsie.

Autor nie skupia się jednie na Morzu Aralskim, lecz przedstawia także inne miejsca i ludzi, których spotkał podczas samotnej podróży przez bezkresne bezdroża Uzbekistanu. A droga wiodła go przez Taszkent – smutny, betonowy i na pokaz, Samarkandę, piękne zabytkowe miasto leżące na Jedwabnym Szlaku, Bucharę z jej licznymi medresami i meczetami. Im dalej jechał, im bliżej znajdował się tego, co pozostało po Morzu Aralskim, tym biedniejsze napotykał wsie, ale też serdecznych ludzi. Ich otwartość sprawiła, że z podróży przywiózł nie tylko piękne fotografie i wspomnienia, zmienił także sposób patrzenia na wschód.

Zaznaczyłam sobie taki oto fragment, który daje dużo do myślenia:

„Człowiek z Zachodu wrzucony we wschodnią rzeczywistość musi się pozbyć wszelkich stereotypów, uprzedzeń i przyzwyczajeń. I przede wszystkim pokonać swoją nieufność. Wyzbyć się tego paskudnego poczucia, że każdy na pewno chce go oszukać. Lub okraść. Albo co najmniej naciągnąć. O ironio, boimy się, że ktoś nas naciągnie na 2 zł 58 gr na bazarze, a w domu, w Europie, codziennie jesteśmy naciągani na grube tysiące przez banki, instytucje, korporacje. Boimy się zjeść szaszłyk na targu, bo brudno i niehigienicznie, a u siebie ze spokojnym sumieniem chodzimy do McDonalda. Obrazy Wschodu, zwłaszcza krajów islamskich, rozpowszechnianie przez media, napawają lękiem. (…) Wszystko to okazuje się oczywiście bzdurą. Nigdzie chyba nie doznamy tak wielkiej otwartości, bezinteresownej życzliwości i gościnności jak w tych krajach.”

Pięknie się czytało tę książkę, ponieważ jest szczera. Refleksje na temat odwiedzanych miejsc, przeplatane są anegdotami i opowieściami wywołującymi uśmiech. Reportaż ilustrowany jest mnóstwem fotografii, które tak jak lubię, są podpisane i znajdują się przy fragmencie, który ilustrują. Ta książka otwiera oczy na wiele aspektów życia, począwszy od tego jakie lęki przed nieznanym drzemią w naszych głowach, po bogactwo kulturalne wschodu, aż po ubóstwo wyobraźni polityków pragnących wycisnąć z ziemi wszystko to, co może przynieść im korzyść. Chociaż nigdy nie byłam w okolicach Morza Aralskiego, odczuwam smutek, że już go nie ma i że tak piękne miejsce zostało potraktowane instrumentalnie i z najwyższym okrucieństwem.

Cudna książka! Pięknie wydana. Nie przegapcie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *