Mydło, czyli radzimy się powiesić, Konstanty Ildefons Gałczyński

Iskry, 2010

Liczba stron: 123

Leniwy sobotni poranek musiał skończyć się przeczytaniem jakiejś książki. Kto rano wstaje, ten tupie, przesuwa meble, stuka, szeleści i przeszkadza innym spać. Żeby zminimalizować wydawane przez siebie dźwięki, musiałam zająć się jakąś cichą działalnością. W sumie, mogłam dokończyć zaczęty zimą szalik, ale zanim znalazłabym wepchniętą gdzieś na dno szafy robótkę, postawiłabym całą rodzinę na równe nogi. Padło na książkę. Wzięłam tę, bo cienka i kawę przy niej można wypić, trzymając kubek w jednej, a książkę w drugiej ręce.

Książka opatrzona jest wstępem Kiry Gałczyńskiej, która wyjaśnia pochodzenie zebranych tu tekstów. Przez pewien czas Gałczyński pracował w „Cyruliku Warszawskim” – tygodniku o charakterze satyrycznym. Na jego łamach obśmiewał znalezione w gazetach, magazynach i literaturze teksty o wyjątkowo dużej zawartości kiczu i grafomanii. które nazywał „mydłem.” Częściowo bazował również na wierszach przysyłanych do redakcji przez różnych grafomanów. W tym tomie zebrane zostały komentarze Gałczyńskiego do różnych „językowych perełek.” I jak zwykle miarą dobrego satyryka, okazała się być zwięzłość. Gałczyński podsumowuje w kilku słowach wielozwrotkowy utwór czy dłuższy fragment prozy. I robi to nadzwyczaj trafnie i zabawnie.

Co zwraca największą uwagę? Otóż, przede wszystkim to, że w gazetach dwudziestolecia międzywojennego było sporo miejsca na poezję. Duże i lokalne pisma publikowały na swoich łamach wiersze, także te nadesłane przez czytelników. Co do ich jakości, to najlepiej puentował je Gałczyński. Teraz, prawie 100 lat później poezji w pismach brak. No chyba, że czyta się niszowe wydawnictwa ukryte na najniższej półce w Empiku.

Drugi charakterystyczny aspekt to ogromny nacisk na politykę krajową. O endekach, Witosach, Dmowskich i innych mówią wszyscy, od ciecia po poetę. A w kawiarniach i na zakrapianych spotkaniach jest to temat nie do pobicia. Te fragmenty książki były najmniej fajne, ale na szczęście nie dominowały.

Dobre do poczytania przy śniadaniu i kawie. Taka lektura uzupełniająca dla miłośników poezji Gałczyńskiego oraz zainteresowanych życiem codziennym w dwudziestoleciu międzywojennym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *