Na Giewont się patrzy, Barbara Caillot-Dubus & Aleksandra Karkowska

na-giewont-sie-patrzyWydawnictwo Oryginały, 2016

Liczba stron: 160

Autorki wcześniej wspólnie napisały „Banany z cukru pudru”, uroczą książkę o tym, że babcie i dziadkowie też kiedyś byli dziećmi – mieli swoje zabawy, ulubione miejsca, potrawy i sekrety. Wówczas skupiły się na mieszkańcach jednej z warszawskich dzielnic. Tym razem pojechały na południe kraju, by na Podhalu porozmawiać z tymi mieszkańcami, którzy pamiętają jeszcze czasy przedwojenne.

img_8141-kopia

Ich rozmówcy otworzyli nie tylko swoje serca, lecz także domowe archiwa – dzięki temu książka ilustrowana jest fotografiami, pocztówkami oraz dokumentami z epoki, o której mowa. Autorki we wstępie wymieniają wszystkich swoich rozmówców, w książce są również ich współczesne zdjęcia, jednak w tekście zastosowały bardzo ciekawy zabieg. Nie przypisują wypowiedzi do konkretnego rozmówcy, lecz układają je tematycznie, przez co unikają zamętu i pokazują różne punkty widzenia i różne losy.

img_8141-kopia1

O czym rozmawiają? O co pytają? Co je interesuje? Czasy jak najdawniejsze. To, co górale i góralki pamiętają z dzieciństwa. Mowa o tym, jak ciężko się żyło – dzieci od najwcześniejszych lat zajmowały się zwierzętami – wypasały owce, pilnowały gęsi. Do szkoły chodziły, jeśli mogły, jeśli miały buty, jeśli nie były potrzebne w gospodarstwie. Prawie w każdej rodzinie było biednie – jadło się codziennie to samo, a podstawą utrzymania były ziemniaki i mleko od krów lub owiec. To niesamowite, że można pamiętać czekoladę, którą dostało się w dzieciństwie! Niezwykłe jest również to, że ludzie nie mieli praktycznie niczego – na przykład, była jedna miska na całą rodzinę, a gdy ta się zniszczyła, naprawiał ją druciarz i służyła jeszcze przez długi czas.

img_8141-kopia2

O latach okupacji mówi się niewiele, ale są to wspomnienia, które zapadają w pamięć – Niemcy wśród góralskich dzieci szukali tych, którzy spełniali kryteria rasy aryjskiej – w szkole prowadzono pomiary i sporządzano dokumentację.

Dzieci są dziećmi i nawet w trudnych czasach szukały okazji do zabawy, a nieliczne dni świąteczne zapisały się w pamięci rozmówców wraz z kolorami, smakami, dźwiękami.

img_8141-kopia4

Pewnie jestem bezkrytyczna, ale po prostu uwielbiam takie książki, które ocalają od zapomnienia. Jeśli do tego są wydane tak starannie, estetycznie i zawierają bogaty materiał zdjęciowy, to jestem w siódmym niebie. Gorąco polecam!

Jedna myśl nt. „Na Giewont się patrzy, Barbara Caillot-Dubus & Aleksandra Karkowska”

  1. Zaraz, zaraz. Ja też pamiętam czekoladę, którą dostałem w dzieciństwie! Miałem lat 3 albo 4 i byliśmy na wczasach z kuzynostwem pod opieką dziadków. Pewnego dnia pan z żaglówki poprosił nas o popilnowanie jego łódki i dał nam za to pół tabliczki czekolady. I była to prawdziwa czekolada, a nie żaden czekoladopodobny twór, który wtedy (przed rokiem 90) był powszechny.

    A co do samej książki – rozważam zakup z czystego sentymentu do Zakopanego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *