Na imię mi Zack, Mons Kallentoft & Markus Lutteman

Rebis, 2015

Liczba stron: 392

Kto pamięta listę moich skandynawskich serii kryminalnych, ten wie, że nie skończyłam jeszcze cyklu o porach roku autorstwa Kallentofta. Nie przeszkodziło mi to rozpocząć najnowszej serii z Zackiem, dwudziestoośmioletnim nadkomisarzem w Jednostce do Zadań Specjalnych. To była porządna dawka sensacji i wrażeń.

W Sztokholmie dochodzi do przerażającej zbrodni – ktoś brutalnie  morduje cztery Azjatki zatrudnione w salonie masażu. Potem dochodzi do kolejnych podobnych morderstw. Niewiele wiadomo o motywie zabójcy, trudno przesłuchać i dotrzeć do nielegalnie zatrudnianych kobiet niemających prawa pobytu w Szwecji. Ze względu na swoją złożoność sprawa trafia na biurko Jednostki do Zadań Specjalnych skupiającej dość dziwną grupę policjantów. Część z nich pracuje stacjonarnie ze względu na fizyczną niepełnosprawność, część działa w terenie narażając się na bezpośrednie ataki ze strony podejrzanych.

Okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. Zack wraz z partnerką badają różne tropy – narażają się gangowi motocyklistów, bogaczowi wyżywającemu się w sieci jako radykalny rasista i wielu innym przedstawicielom półświatka i nie tylko. Ponadto Zack jest na celowniku wydziału spraw wewnętrznych. Podczas śledztwa trup ściele się gęsto, krew tryska na wszystkie strony, a na dodatek policjanci w pewnym momencie uświadamiają sobie, że ścigają się z czasem.

Kallentoft ma słabość do policjantów balansujących na krawędzi. Znana w wcześniejszych książek Malin Fors nadużywała alkoholu, Zack uśmierza ból istnienia rozmaitymi nielegalnie zdobytymi specyfikami. To postać niejednoznaczna – z jednej strony to lojalny przyjaciel, dobry kumpel, świetny policjant obdarzony inteligencją, intuicją, sprytem, z drugiej człowiek dręczony demonami przeszłości. O jednym z nich już wiemy – matka Zacka była policjantką zamordowaną na służbie. Sprawcy nie ujęto, więc odnalezienie go jest nadrzędnym celem Zacka policjanta i syna. Ale młody nadkomisarz skrywa jeszcze inne sekrety, o których zapewne dowiemy się w kolejnych częściach.

Nowy cykl Kallentofta ma potencjał, jest bardziej dynamiczny, ociera się o powieści sensacyjno-kryminalne, więc na pewno usatysfakcjonuje większe grono czytelników zniechęconych statecznym rozwojem zdarzeń w cyklu z Malin. Zagadka kryminalna może wydawać się trochę przekombinowana, ale nie jest niemożliwa. W książce bardzo dużo się dzieje – są strzelanki, pościgi, hakowanie komputerów, ryzykowne imprezy w nielegalnych klubach, igranie ze śmiercią oraz reputacją. Podchodziłam do książki z dużą rezerwą, nie spodziewałam się, że aż tak mnie wciągnie. Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *