Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Andrzej Stasiuk

Czarne, 2013

Liczba stron: 170

Chociaż lubię i cenię to, co pisze Stasiuk, nie biegnę do księgarni pierwszego dnia po premierze po jego nową książkę. Wystarczy mi świadomość, że kiedyś ją przeczytam. Przecież autor nie pisze komentarza do najnowszych wiadomości i książka się nie zdezaktualizuje. Co więcej, prawdopodobnie nabierze większej wartości, jako że Stasiuk porusza tematy uniwersalne. Wszyscy teraz czytają „Wschód”, a ja właśnie niedawno skończyłam „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” i właśnie ten zbiór felietonów miałam w pamięci podczas spotkania z autorem w Poznaniu. To, co Stasiuk mówił o „Wschodzie”, miało przełożenie również na tematy poruszane w poprzedniej jego książce, co potwierdza nie tylko uniwersalność opisywanych spraw, a także to, że autor ciągle pisze o tym samym. Mnie to nie przeszkadza.

„Nie ma ekspresów” to zbiór krótkich felietonów poruszających różne tematy. Jest o podróżach na wschód, o pobycie w Stanach, o Polsce, zmianach pór roku, niemożności całkowitego zrozumienia się z czytelnikami. Są impresje z podróży, lektur, spotkań z ludźmi, rozmyślania w samotności. Mnóstwo w książce fragmentów, które otwierają, dają nową perspektywę patrzenia na znane rzeczy.

O Polakach, wyzwolonych z jarzma państwa komunistycznego Stasiuk pisze z przymrużeniem oka – złośliwie, ironicznie, ale ciepło i zupełnie inaczej niż Filip Springer, który zajmuje się podobnym tematem w „Wannie z kolumnadą”.

Jesteśmy narodem ekstremistów. Jesteśmy rewolucjonistami totalnymi. Podstawową materią komunizmu była szarość. Tak to wszyscy pamiętają. Nawet ci, którzy nie pamiętają nic. Komunizm był szary – truizm, który zatruł umysły. Więc gdy się bohatersko wyzwoliliśmy, pierwszym odruchem była wizyta w sklepie z farbami. I ta teraz wygląda moja ojczyzna: jakby małpa bawiła się pędzlem. Mnie jednak to imponuje. Ta sobiepańskość, to warcholstwo, ta wolność od reguł, od estetycznej poprawności, od napomnień znawców, czasami wręcz rozumu.

Pisze też o istocie swojego pisarstwa:

Każdy dzień, każde zwycięstwo, każdą klęskę chciałem przeżywać w dwójnasób. Niewykluczone, że właśnie dlatego zostałem pisarzem. Pisanie daje po prostu szansę powrotu, daje złudne przecież, ale jakże odurzające poczucie, że w jakiś sposób panuje się nad czasem. Że można powrócić do obrazów, zapachów, dźwięków i uczuć. Że istnieje możliwość powtórzenia minionego i minione dotyka nas podwójnie, bo nie jest oczywistą teraźniejszością, ale czymś, do czego tęsknimy, i oto tęsknota się spełnia.

Lubię tok myślenia Stasiuka, chociaż nie ze wszystkim się zgadzam. Lubię niezbyt szybkie tempo jego prozy i sposób, w jaki opisuje nieznany mi świat. I chociaż czasem nie widzę dokładnie tego samego, co próbuje mi przekazać w swoim tekście, to staram się być uważnym czytelnikiem. Podczas wspomnianego spotkania Stasiuk podkreślał, że jest przede wszystkim pisarzem, nie reporterem, dlatego ma wolność łączenia obrazów, odchodzenia od prawdy, może pisać w sposób zaangażowany. Może poddawać się erotyzmowi przestrzeni i pisać o czym chce. Cenię to, że chce się swoimi przemyśleniami dzielić z czytelnikami i na pewno za jakiś czas wrócę do księgarni po kolejną jego książkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *