Nie posiadamy się ze szczęścia, Karen Joy Fowler

karen joy fowler nie posiadamy się ze szczęściaPoradnia K, 2016

Liczba stron: 352

Niepozorna, utrzymana w ciepłych barwach, radosna okładka podsuwa nieco inny obraz tej książki. Okazuje się, że ukryta pod okładką historia zawiera znacznie więcej mrocznych odcieni, niż sugeruje opakowanie. A główna bohaterka wylewa na stronach powieści hektolitry łez.

Rosemary jest studentką i jedynym dzieckiem swoich rodziców, które utrzymuje z nimi kontakty. Nie umie z nimi rozmawiać, nie przepada za ich obecnością w swoim życiu, lecz stara się podtrzymywać pozory odwiedzając ich podczas świąt. W końcu to oni finansują jej studia. I to ojciec wyciągnął ją z aresztu, gdy trafiła do niego… przez pomyłkę. Tego samego dnia poznała również szaloną i nieprzewidywalną Harlow, która przez pewien czas będzie miała ogromny wpływ na jej życie. Sprawi również, że Rosemary powróci wspomnieniami do dzieciństwa, beztroskiego czasu, gdy miała dwoje rodzeństwa – starszego brata i siostrzyczkę. W wieku pięciu lat beztroska zmieniła się w dramat, którego konsekwencje odczuwa do teraz, prawie dwadzieścia lat później.

Nie mogę zbyt wiele napisać, bo ważny jest w książce moment zaskoczenia, gdy wychodzi na jaw, co naprawdę stało się w rodzinie Rosemary. Niestety, według mnie, karty odkryto za szybko, bo gdzieś w okolicach setnej strony, a potem było już niewiele zwrotów akcji, a sporo moralizowania, przytaczania naukowych teorii, polemizowania z nimi i w zasadzie akcja przebiegała już jednokierunkowo.

Nie znaczy to, że uważam powieść za kiepską. Broni się w moich oczach tym, iż przedstawia realistyczny obraz rodziny, w której wszyscy się kochają, ale nie potrafią ze sobą rozmawiać i okazywać sobie uczuć. W związku z tym przez wiele lat wszyscy cierpią w milczeniu, przeżywając w samotności swoje poczucie winy i zadręczając się pytaniami bez odpowiedzi. Jedno wydarzenie z przeszłości tak naprawdę rozłożyło tę rodzinę na łopatki, przysporzyło jej mnóstwa zmartwień i zgryzoty. Rzuciło cień na przyszłość i sprawiło, że ze zgranej kochającej się gromadki pozostały tylko krążące po swoich orbitach wolne elektrony. Każde zapatrzone w inną stronę i próbujące albo pogodzić się z tym, co się stało, albo o tym zapomnieć, albo zmienić świat.

Żałuję, że tak niewiele mogłam powiedzieć o książce, żeby nie psuć Wam jej odbioru, ale jeśli udało mi się Was zaintrygować, to bardzo się cieszę. Na pewno czytając książkę, docenicie, że byłam taka dyskretna.

3 myśli nt. „Nie posiadamy się ze szczęścia, Karen Joy Fowler”

  1. To nie tutaj miałam skomentować, miałam otwarte dwie Twoje recenzje w kartach. Chciałam skomentować Mężczyznę w białych butach. Możesz usunąć poprzedni komentarz 🙂

    1. Widziałam recenzję tej książki w Guardianie bodajże i cieszę się, że przeczytałam ją PO książce. Odwrotnie nie byłoby sensu. Dlatego jestem taka tajemnicza i w ogóle nie piszę o meritum sprawy, bo ważny jest moment zaskoczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *