Nielegalne związki, Grażyna Plebanek

WAB, 2010

Liczba stron: 323

Przeczytałam wszystkie książki Grażyny Plebanek. Debiutanckie „Dziewczyny z Portofino” wstrząsnęły mną i zmieszały. Pozostałe wspominam pozytywnie, co możecie sprawdzić klikając w linki załączone pod koniec tego wpisu. Chociaż widzę teraz, że z książki na książkę mam coraz mniej pochlebną opinię. Niestety, ten trend zostaje podtrzymany przez „Nielegalne związki.”

Ta książka mnie zaskoczyła i pozostawiła w niedowierzaniu: Czy to cały czas ta sama pisarka? To, co w poprzednich powieściach stanowiło największy atut, czyli wypełnienie postaci zawiłą psychiką oraz zaskakująca akcja, w tej powieści praktycznie nie występuje. I doprawdy nie zrzucałabym odpowiedzialności za ten stan rzeczy na fakt, że w „Nielegalnych związkach” oglądamy świat oczami mężczyzny. Mało to mężczyzn pisze z punktu widzenia kobiety? Mnóstwo, a wielu robi to w sposób zachwycający. Moim zdaniem zabrakło pomysłu na tę książkę.

Co dostajemy w „Nielegalnych związkach?” Płaskie postaci. W szczególności postać głównego bohatera, który po nawiązaniu romansu i zakochaniu się w Andrei nie ma nawet przebłysku myśli o przyszłości swoich związków czy to z żoną czy z kochanką. Przez wiele miesięcy zajmują go tylko i wyłącznie esemesy od Anderi oraz wspominanie i planowanie kolejnych układów gry erotycznej. W międzyczasie czytamy o tym jak to ma źle wykonując wolny zawód i zajmując się dziećmi, bo kochanka w ostatniej chwili informuje go o gotowości spotkania w celu wiadomym i musi wtedy zmieniać plany i wszystko robić pobieżnie żeby na spotkanie zdążyć. Szkoda Wam faceta?

W książce praktycznie nic się nie dzieje – obserwujemy tylko kolejne schadzki bądź złość Jonathana w dniach kiedy coś nie idzie po jego myśli. Przez połowę książki nie ma żadnych komplikacji, akcja wlecze się jak czas spędzony u cioci na imieninach. Czytelnik chciałby żeby wreszcie: a) romans się wydał, b) facet przejrzał na oczy, c) kochankowie zaczęli ze sobą rozmawiać, bo czytanie o jej ciele, jego ciele, biodrach, ustach itp. grozi zaśnięciem. Te osoby, które sięgnęły po powieść ze względu na zawartość tzw. „momentów” będą również rozczarowane.

Przewidywalna, płaska, nudna. Przeczytałam ją do końca nie dlatego, że chciałam poznać zakończenie – mniej więcej w połowie książki przestały mnie interesować losy bohaterów. Przeczytałam ją, żeby z czystym sumieniem móc ją Wam odradzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *