Niemy krzyk, Angela Marsons

niemy krzykBurda Książki, 2016

Liczba stron: 416

To debiut powieściowy Angeli Marsons i pierwsza książka z cyklu o detektyw Kim Stone – niepokornej policjantce o skomplikowanej przeszłości i mocno rozwiniętym poczuciu sprawiedliwości. Gdy jest przekonana o czyjejś winie, nie spocznie póki jej nie udowodni. Nie ma przyjaciół oprócz jednego ze swoich podwładnych, nikogo nie dopuszcza do siebie, a szef toleruje jej wybryki tylko dlatego, że przynoszą więcej dobrego niż złego.

Kiedy w Black Country ktoś zabija dyrektorkę szkoły nikt jeszcze nie wie, że to dopiero początek brutalnych zbrodni, a ofiary mają wspólny sekret. Śledztwo w sprawie morderstw jest priorytetem, lecz nagle pojawia się inna sprawa – w pobliżu od lat zamkniętego domu dziecka archeolodzy znajdują zwłoki. Kim Stone jest głęboko poruszona i nie zważając na procedury każe zbadać cały przylegający do spalonego budynku teren. Tymczasem pojawiają się kolejne ofiary zabójstw popełnianych tu i teraz. Policja ma pełne ręce roboty, tym bardziej, że potencjalni świadkowie i ofiary nabierają wody w usta.

Okropnie denerwowała mnie Kim Stone – pyskata, nieumiejąca zachować się w sposób kulturalny, narwana i łamiąca prawo po to, by zgodnie z prawem wymierzyć sprawiedliwość przestępcom. A jednocześnie pani detektyw jest inteligentna, szybko kojarzy fakty, jest przenikliwa, ambitna i cholernie pracowita – nic dziwnego, nie ma przecież do kogo wracać do domu. Sama powieść jest dość mroczna i ponura jak los dziewcząt z domu opieki, na których nikomu tak naprawdę nie zależało, jak się okazuje już po pobieżnym śledztwie. Ta powieść ma podwójne dno, więc nawet jeśli nie zaskoczy was rozwiązanie pierwszej zagadki, prawdopodobnie z uznaniem spojrzycie na Kim Stone, gdy wyjmie swojego asa z rękawa.

Powieść bazuje niestety na pewnych stereotypach – wszyscy opiekunowie w domu opieki mają coś na sumieniu, wszyscy spodziewają się kary po latach, pomiędzy policją a grupą techników dochodzi do spięć, a pani detektyw pcha się nocą do opuszczonego budynku nie powiadamiając nikogo o swoich planach – chociaż każdy, kto przeczytał w życiu kilka kryminałów wie, że na pewno natknie się tam na mordercę i będzie walczyć o życie.

Niech was jednak nie zwiedzie moje marudzenie, bo książkę przeczytałam z wypiekami na twarzy i byłam usatysfakcjonowana i akcją, i zagadką, i rozwiązaniem. A powyższe uwagi przyszły mi do głowy już po fakcie – wcześniej byłam zbyt zaabsorbowana śledzeniem akcji i nie zwracałam uwagi na nic innego. Polecam, jeśli lubicie mroczne kryminały z charakterystycznym policjantem.

2 myśli nt. „Niemy krzyk, Angela Marsons”

  1. Myślę, że w dobie tylu kryminałów nikt nic nowego nie wymyśli, bo wszystko bedzie się kręciło wokół tych samych schematów… ale ważne chyba by wciągało i zapewniało dobrą lekturę. Lubię takie. Pozdrawiam. Rozejrzę się za tą książką.

  2. Skoro powtórnie czytam Jo Nesbo i mi to nie przeszkadza, z nowością nie będzie problemu. Mimo schematów, utartych szlaków, na bank coś nowego się znajdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *