Nikt nie widział, nikt nie słyszał, Małgorzata Warda

Świat Książki, 2010

Liczba stron: 397

Nie jestem obrażalska. Zacna to cecha u czytelnika. Nie dąsam się na autorów, z którymi nie było mi po drodze i daję im kolejną szansę. Przede wszystkim to ja na tym korzystam, bo przełamuję stereotypy przeze mnie utworzone.

Zaczęłam recenzję pisząc o sobie, a nie o książce ponieważ po skończonej lekturze odczuwam satysfakcję z tego, że sięgnęłam po najnowszą powieść Małgorzaty Wardy. Inna książka Małgorzaty Wardy, którą czytałam wkrótce po założeniu bloga, zupełnie mi nie podeszła. W przypadku powieści „Nikt nie widział, nikt nie słyszał” jest zupełnie inaczej.

Nie jest to typowa powieść kryminalna, powiedziałabym, że z kryminałem ma niewiele wspólnego, chociaż opowiadana historia dotyczy zaginięcia siedmioletniej Sary wychowywanej samotnie przez ojca. Po feralnej sobocie, gdy dziewczynka nie wróciła do domu, świat ojca oraz starszej siostry Sary – Leny wywraca się do góry nogami. Osiemnaście lat żyją z nadzieją, że Sara się znajdzie. Żywa lub martwa… Tragedia zaciąży na życiu Leny, które w innej sytuacji może mogłoby wyglądać inaczej.

Ta i inne historie przedstawione w książce, pokazują losy osób dotkniętych największą tragedią, jaka może się przydarzyć rodzicom. Rodziny zaginionych dzieci nigdy już nie są takie same jak przed zdarzeniem. Poczucie winy, żałoba, nadzieja połączona z obawą sprawiają, że wiele z nich rozpada się, nie mogąc znieść widoku najbliższych, którzy przetrwali. Temat porwań i więżenia dzieci był eksploatowany przez media po ocaleniu Nataszy Kampusch, ale chyba nie powiedziano jeszcze wszystkiego. Warda dokłada swoją wizję, która rzeczywiście porusza…

Znalazłam w tej książce elementy, które jednoznacznie kojarzyły mi się z książką „Ominąć Paryż” – kręgi artystyczne, w których obracają się bohaterki, poetyckie opisy kojarzące mi się z nadmiernym (i niepotrzebnym) sentymentalizmem i nawiązania do piosenek. I oczywiście błędy ortograficzne w ich angielskich tytułach… W jednym słowie nawet dwa błędy. (Ja się nie czepiam, ja pokazuję cechy łączące obie powieści Małgorzaty Wardy.) Szczęśliwie nie miałam pod ręką innej książki, bo już miałam po tych błędach się poddać (były na początku powieści). Teraz uważam, że było warto ją przeczytać dla psychologicznej głębi postaci. Wam również polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *