Nowicjusz w branży – rozmowa z Alkiem Rogozińskim

alek rogozinski

Rozmowa z Alkiem Rogozińskim, autorem świetnie przyjętych komedii kryminalnych, człowiekiem, który jest zagłębiem anegdot i krynicą dobrego humoru 😉

Jakie to uczucie zobaczyć swoją książkę wśród bestsellerów? Czy czujesz się człowiekiem sukcesu?

Uczucie jest miłe, bo jest to pierwszy dowód, że powieść trafiła do Czytelników, a o to chodzi każdemu piszącemu. Mechanizm przy wydawaniu książek jest bowiem taki, że przez długi czas nie ma żadnych informacji o sprzedaży książki. Być może mają ją wydawcy, ale jakoś niechętnie dzielą się swoją wiedzą z autorami. Pierwsze dane pojawiają się przy okazji rozliczeń, czyli po kilku albo kilkunastu (w zależności od umowy) tygodniach. Przez ten czas autor zdany jest tylko na zestawienia publikowane przez sklepy internetowe – EMPiK, Matras czy Bonito, które prowadzą swoje rankingi sprzedaży. I chwila, gdy książka otrzymuje tytuł „bestsellera”, jest potwierdzeniem, że książka stała się popularna. Moje pierwsze dwie powieści nigdy nie doczekały się tego statusu, kiedy więc wreszcie zobaczyłem znaczek „bestseller” przy „Jak Cię zabić, kochanie?”, pomyślałem, że muszę koniecznie kupić szampana i to opić. I tak właśnie zrobiłem! Ale człowiekiem sukcesu jeszcze się nie czuję. Wciąż jestem nowicjuszem w tej branży i mam tego świadomość, że przede mną jeszcze sporo pracy.

Wśród czytelników jesteś znany z iskrzącego dowcipu. Czy poczucie humoru uratowało Cię w jakiejś trudnej sytuacji?

Ratuje mnie codziennie. Jesteśmy, niestety, dość nerwowym narodem i poczucie humoru przydaje się na każdym kroku. Żeby nie sięgać pamięcią zbyt daleko. Ostatnio odwiedziłem ZUS. Miałem tam do załatwienia zaległe sprawy. Pani w okienku najpierw strasznie się nadęła i powiedziała, że ona nie jest tutaj po to, żeby uzupełniać za mnie papiery. Odpowiedziałem jej, że i owszem – mogę zacząć wypełniać je samodzielnie, ale wtedy potrwa to do końca świata, a ja chyba nie mogę tego zrobić, bo jeszcze nie zasadziłem drzewa i nie spłodziłem nikogo, kto zapewniłby mi dostęp do „500 plus”. Uśmiechnęła się i zaczęła mi pomagać. Swoją drogą może też nie miała jeszcze dzieci i moja wizja jej nie rozbawiła, a przeraziła?

Która jest Ci bliższa? Niezorganizowana, szalona Joanna czy dowcipna, lecz obowiązkowa Betty?

Jestem chaotyczny i potrafię zrobić wokół siebie bałagan w dowolnie krótkim czasie, więc zdecydowanie mam w sobie więcej z Joanny. Ale kocham obie te wariatki i już za nimi tęsknię. Jeszcze kilka miesięcy przerwy i wrócę do opisywania ich przygód.

Gdybyś mógł się przenieść w czasie, w jakiej epoce chciałbyś żyć? Dlaczego?

Zdecydowanie w starożytnym Rzymie, w czasach świetności Imperium Romanum. Pasjonuję się tą epoką od chwili, gdy jako siedmiolatek przeczytałem genialną powieść Roberta Gravesa „Ja, Klaudiusz”. Nasza kultura… Nie, wróć! Kultura Europy powstała na bazie idei i filozofii starożytnej Grecji i Rzymu, zmieszanych potem z chrześcijaństwem, rozumianym przez mnie w tym przypadku mniej jako spis dogmatów religijnych, a bardziej zbiór wartości i myśli, którymi powinniśmy się na co dzień kierować w swoim życiu. Zresztą paradoksalnie chrześcijaństwo wzięło sporo z filozofii i zwyczajów, które uznawało za pogańskie. Nawet dzisiejsze rozmaite święta chrześcijańskie przypadają wtedy, kiedy poprzednio starożytni czcili swoje bóstwa. Dla mnie śledzenie tego, jak przez wieki przenikają się i rodzą idee, wierzenia, prądy filozoficzne jest pasją i wielką przygodą.

Często podróżujesz, czy znalazłeś już swoje miejsce na ziemi? Jeśli tak, to gdzie? Co Cię urzekło?

Przez lata moim azylem był Paryż. Kiedy tylko wydarzało się w moim życiu coś ważnego, natychmiast kupowałem bilet, aby – w zależności od tego, co mnie spotkało – albo tam to uczcić albo przeboleć. Nadal kocham to miasto, ale od kilku lat nieco zastąpił mi je Berlin, czyli metropolia, która przez ostatnich kilkanaście lat nie tylko wypiękniała i odmłodniała, ale i przyciągnęła sporo artystów, szalonych, kreatywnych ludzi, którzy zamienili ją w mekkę dla wszystkich tych, którzy lubią czuć się wolni, a nie znoszą konwenansów i czegoś, co nazywam „naszą codzienną hipokryzją”, czyli tak często niestety spotykanego u nas zjawiska pod tytułem: „bądź taki jak inni, niczym się nie wyróżniaj, bo inaczej zostaniesz wyśmiany”. Jednak to nie w Berlinie chciałbym spędzić swoje stare lata, a na Malcie. Uwielbiam tamtejszy klimat i fakt, że nie musiałbym się uczyć żadnego nowego języka, bo wszyscy mówią tam po angielsku.

Jesteś artystyczną duszą, książki piszesz dopiero od kilku lat, w jaki sposób wcześniej dawałeś upust swoim talentom? Malowałeś, śpiewałeś, gotowałeś, tworzyłeś opowiadania do szuflady?

Nic z tego, co wymieniłaś. Śpiewać nie wolno mi publicznie pod żadnym pozorem. No chyba że przy okazji akcji odszczurzania miasta, wtedy ewentualnie miałoby to swój sens. Moje szkolne malowidła były tej klasy, że kiedyś nauczycielka plastyki myślała, że narysowałem rower w perspektywie i nawet postawiła mi za to piątkę. Wszystko fajnie, ale chciałem wtedy namalować bociana w locie. Co tam dalej? Gotowanie. Zacytujmy jedną z moich przyjaciółek. „Nawet niezłe to spaghetti. Następnym razem dodaj jednak z łaski swojej choć trochę soli i wyjmij makaron, kiedy jeszcze nie ma konsystencji kleiku”. Za to moja artystyczna dusza wyżywała się w radiu. Przez kilkanaście lat pracowałem jako prezenter i starałem się udowodnić, że można to robić nieszablonowo, tworzyć nawet ze zwykłego zapowiadania piosenek zabawę, taki mini-teatr wyobraźni. Potem, kiedy do głosu doszły komputery, a czas dla prezentera zmniejszył się do 15 sekund, w czasie których trzeba przedstawić trzy „lokowania produktu”, zrezygnowałem. Przestało mnie to bawić.

Czy możesz już zdradzić, jakie masz dalsze plany? Czy piszesz kolejną książkę? A może na razie za bardzo pochłania Cię promocja „Jak cię zabić, kochanie”?

Promocja książki wyjmuje z życiorysu dwa miesiące. Ale zarazem sprawia dużo przyjemności. Każde spotkanie z Czytelnikami to fantastyczny czas, który bardzo ładuje mi baterie. Kocham też organizować konkursy, czatować z Czytelnikami, czuć, że bawią się tym wszystkim tak dobrze jak ja. Ale, oczywiście, terminy gonią. Podpisałem z Wydawnictwem Filia umowę na pięć kolejnych powieści, które mają powstać do połowy 2019 roku. Nie mam więc czasu na lenistwo.

Dziękuję za rozmowę.

Ja też! A przy okazji chciałbym pozdrowić wszystkich fanów „Czytam, bo lubię”. Mam w sieci kilkanaście swoich ulubionych miejsc i Twój portal znajduje się w ich ścisłej czołówce. Bardzo dziękuję za znakomitą robotę, jaką robisz dla nas, piszących, oraz wszystkich, którzy kochają książki

2 myśli nt. „Nowicjusz w branży – rozmowa z Alkiem Rogozińskim”

  1. Haha, poczucie humoru rzeczywiście może okazać się dużym atutem w naszym społeczeństwie, a wspomniana przez Alka wizyta w ZUS nieźle mnie ubawiła. Książkę autora będę niebawem czytać. Pozdrawiam! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *