Ona już nie wróci, Hans Koppel

Świat Książki, 2013

Liczba stron: 304

Trochę kryminał, trochę thriller, trochę nie wiadomo co. Książka złożona jest z wielu krótkich rozdziałów, co na początku było dość uciążliwe, ponieważ wciąż skakałam od bohatera do bohatera, z jednego miejsca w drugie. Wszystko zaczyna się morderstwem. Mężczyzna, internetowy podrywacz, zostaje zamordowany uderzeniem młotka w drodze na kolejną randkę. Znudzony życiem milioner przegląda album ze zdjęciami ze szkoły i przypomina sobie grupę uczniów, którzy terroryzowali szkołę. Wraz z kolegą – dziennikarzem pragnie prześledzić losy tej czwórki.Dopiero potem dochodzi do porwania, wokół którego osnuto fabułę.

Ylva wraca po pracy do domu. Niechętnie wsiada do auta nowych sąsiadów proponujących jej podwiezienie. Jest zdziwiona ich widokiem, chociaż nie wie jeszcze jakie piekło jej zgotują. Wie natomiast coś, czego czytelnik dowiaduje się dopiero na sam koniec – jest świadoma motywów, którymi kierują się porywacze. Miejscowa policja wykazuje się dużą indolencją. Policjanci są przekonani, że Ylva padła ofiarą swojego zazdrosnego męża, nic jednak nie robią, ponieważ nie mają dowodów. Mąż Ylvy odchodzi od zmysłów, stara się jednak tworzyć normalny dom dla kilkuletniej córki, która tęskni za mamą. Nikt nie wie, że Ylva jest przetrzymywana zaledwie kilkanaście metrów od swojego domu. Co więcej, ze swojej celi może obserwować dom i być świadkiem tego jak z upływem czasu jej mąż zaczyna układać sobie życie na nowo.

Pomysł na książkę wydał mi się ciekawy i czytałam ją z dość dużym zainteresowaniem. Przeszkadzało mi jednak to, że autor tylko naszkicował bohaterów. W rezultacie tego, że nie były to postacie, które mogłabym polubić lub chociażby się do nich przywiązać, było mi obojętne, co się z nimi stanie. Ylva została przedstawiona w niezbyt przychylnym świetle, więc nie miałam dla niej dość współczucia, co, szczerze mówiąc, trochę mi doskwierało. Podczas czytania odczuwałam spory dyskomfort związany z tym, że nie zależało mi na bohaterach, co przełożyło się na to, że nie odczuwałam większych emocji w momentach, gdzie napięcie powinno rosnąć. Za płasko, po łebkach. Zmarnowany potencjał na dobry thriller.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *