Ostatni taniec Chaplina, Fabio Stassi

ostatni taniec chaplina stassiMarginesy, 2015

Liczba stron: 277

Pamiętam jak kiedyś zdziwiłam się widząc zdjęcie Charliego Chaplina bez charakteryzacji. Dla mnie był tak zrośnięty z rolami, które grywał, że sądziłam, iż on naprawdę ma wąsik, potargane włosy, charakterystyczny chód i przyciasną marynarkę. Książka „Ostatni taniec Chaplina” jest zbeletryzowaną opowieścią o życiu tego człowieka zanim jeszcze stał się znanym aktorem filmowym i założył na głowę melonik.

Pretekstem do snucia wspomnień jest dla ponad osiemdziesięcioletniego aktora wizyta kostuchy, która przyszła po jego życie. Na skutek negocjacji, Chaplin zawiera ze śmiercią umowę, że jeśli uda mu się ją rozśmieszyć, dostanie kolejny rok życia. W taki sposób dostaje ich jeszcze kilka, może więc spisać swoje niewesołe dzieje z myślą o kilkuletnim wówczas najmłodszym synu.

Chaplin opisuje swoje smutne dzieciństwo na ulicach Londynu. Wspomina, że właśnie tam miały miejsce początki jego kariery scenicznej. Została ona przerwana wyjazdem do Stanów Zjednoczonych, gdzie jego żarty nikogo nie śmieszyły. Aby zarobić na bardzo skromne utrzymanie imał się różnych prac i przez wiele lat trzymał z dala od sceny – był m.in. zecerem, partnerem sparingowym dla młodych bokserów, wypychał skóry zwierząt. Za każdym razem coś go jednak gnało do przodu, porzucał pracę i szukał szczęścia w innej branży.

Z jednej strony jest to książka biograficzna, z drugiej powieść drogi. Ponadto opowiada o świecie, jakiego już nie ma – epoce trampów przemierzających Stany wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, a znajdującego kolejne, niekoniecznie przyjemne, doświadczenia i guzy na głowie. Powieść nie trzyma się ściśle faktów – autor snuje opowieść o tym jak mogło być, zaludnia książkę postaciami i ich historiami.  Czyta się ją bardzo przyjemnie, choć nieco przeszkadzały mi rozdziały, w których bohater toczy grę z kostuchą – być może na skutek tłumaczenia, w wielu z nich nie znalazłam komizmu, choć Śmierć parskała śmiechem. Mimo wszystko, warto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *