Niepełnia, Anna Kańtoch

Powergraph, 2017

Liczba stron: 232

Nie znam twórczości Anny Kańtoch, laureatki nagrody Kryminalna Piła. „Niepełnia” to pierwsza jej książka, z którą się zetknęłam. Nie ukrywam, że po licznych peanach, entuzjastycznych recenzjach i poleceniach miałam  wysokie oczekiwania. Niestety, nie podzielę zachwytów. „Niepełnia” mnie irytowała i męczyła.

Dlaczego nie polecam tej książki:

  1. Konstrukcja szkatułkowa. Zwykle nie mam nic przeciwko niej, ale tutaj doprowadzona jest do absurdu.
  2. Brak głównego wątku. Kilka różnych historii opowiadanych jak koszmar senny. Zabita dziewczyna. Zaginiona dziewczyna. Dziecko ukrywane w szopie. Szantażowany fotograf. Trochę się łączą, trochę nie.
  3. Przenikające się plany czasowe. Ponownie ten sam zarzut – nie wiadomo kto jest kim, kto stoi po której stronie. Misz masz. Koszmar.
  4. Ani kryminał, ani horror. W sumie to nie wiadomo co. Uświadomiłam to sobie pod koniec książki, naiwnie liczyłam, że coś się po drodze wyjaśni. Coś się ułoży.

Gdybym miała obstawiać, o czym jest ta książka, strzeliłabym bez przekonania, że o szukaniu tożsamości płciowej. Wieloimienny bohater, który bywa również bohaterką, a najczęściej dwiema osobami różnych płci pojawia się w wielu szkatułkach i wyraźnie cierpi nie mogąc zdecydować się, kim chce zostać.

Złego słowa nie powiem o języku, w jakim napisana jest książka, tylko dzięki temu, że jest tak gładka i dopracowana, dobrnęłam do końca. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy po przeczytaniu ostatniej strony dalej nic nie wiedziałam. A raczej to, co wiedziałam, wydało mi się trywialne, jakby cała ta książka była ponurym żartem wymierzonym w czytelnika, który daje prowadzić się przez jakieś koszmarne sytuacje tylko po to, by pod koniec drogi dostać kopa w tyłek i zobaczyć fucka. Nie polecam. Chyba, że ktoś lubi jak nie wiadomo, o co chodzi.

Biały latawiec, Ewelina Matuszkiewicz

Wydawnictwo Skarabeusz, 2017

Liczba stron: 320

Wszystko zaczyna się podczas procesji Bożego Ciała. Młoda dziewczyna i przyjezdny fotograf urywają się pochodu i biegną do lasu. Wkrótce cała policja postawiona jest w stan gotowości. W międzyczasie w starym, dawno niezamieszkanym domu pojawia się nowa lokatorka – córka zmarłego mężczyzny. Maja postawia zająć dom dziadka. Sądzi, że po porządkach i remoncie będzie mogła zamieszkać w nim przed zimą. Okazuje się, że dom jest prawdziwą rupieciarnią, dziadek był typem zbieracza. Co gorsza po mieście od lat krążą pogłoski, że mężczyzna ukrył w domu jakiś skarb. Maja nie chce wierzyć w takie głupoty, ale szybko przekonuje się o sile plotek. Ktoś włamuje się do domu i myszkuje w środku.

Kozienice  są pozornie sennym miasteczkiem, ale okazuje się, że jak wszędzie z Polsce, teraźniejszość jest tam ściśle związana z przeszłością wojenną i powojenną. Niektórzy skrywają tajemnice, które mogą nie być dobrze widziane, a nawet wzburzyć spokój mieszkańców. Komuś bardzo zależy, żeby prawda nie ujrzała światła dziennego. Jednocześnie śledzimy losy kilku rodzin oraz przyjaciół ze szkoły, których drogi rozeszły się na wiele lat.

Autorka hojnym gestem obdarza nas bohaterami. Z początku miałam problem, by ich spamiętać i połączyć w jakąś sensowną całość. Z biegiem czasu, gdy postaci już nie przybywa, okazuje się, że związki między nimi są dość jasne, choć nie zawsze proste i nieskomplikowane. Ta książka nie jest ani typową powieścią obyczajową (na szczęście nie opowiada sztampowej historii o rozpoczynaniu życia na nowo w sielskiej mieścinie), nie jest też typowym kryminałem, choć pojawiają się policjanci. To opowieść o współczesnej Polsce, gdzie nowoczesność ściera się z zaściankowością, gdzie dba się o pozory, gdzie do głosu dochodzą środowiska skrajnie prawicowe gotowe do różnych podłości w imię wypaczonej i uproszczonej wizji historii. W pozornie lekkiej opowieści autorka przemyca wiele ważnych treści. Warto przeczytać.

Legimi na Kindle – na to czekałam!

Przez dwa lata korzystałam z abonamentu bez limitu w Legimi i bardzo sobie chwaliłam to rozwiązanie. W cenie jednej książki mogłam miesięcznie czytać tyle, ile zapragnęłam, a przy tym nie dokładałam papierowych tomów na przeciążone półki. Jedyne, co mnie denerwowało to czytnik, który kupiłam od Legimi za złotówkę – w porównaniu do czytników Kindle okazał się strasznie toporny, m.in. dlatego, że bardzo długo się uruchamiał. Gdy moja dwuletnia umowa abonamentowa dobiegała końca,  gruchnęła wiadomość, że Legimi pracuje nad abonamentem na Kindle. Postanowiłam nie przedłużać umowy i czekać na najnowszą propozycję. Testuję Legimi na Kindle od prawie trzech miesięcy i wiem, że to jest to! Koniec z topornym czytnikiem – wreszcie czytam w komforcie, do jakiego jestem przyzwyczajona.

Przyznam, że miałam pewne obawy. Po pierwsze, obawiałam się, że będzie mały wybór książek w abonamencie na Kindle. Początkowo tylko część wydawców wyraziła zgodę na zamieszczenie swoich ebooków w katalogu. Okazało się, że nie jest tak źle i mam z czego wybierać, poza tym stopniowo dołączają kolejni wydawcy, więc sprawa jest rozwojowa. Swoje książki udostępniają m.in. Wydawnictwo Czarne, Wydawnictwo Literackie, Marginesy, Albatros, Świat Książki, Czarna Owca, Filia, Sonia Draga, Smak Słowa, Wydawnictwo Dolnośląskie.

Jak sprawdzić, jakie książki są dostępne w tej opcji abonamentu? To proste. Pokażę to na kilku obrazkach. Grafiki można powiększyć, wystarczy kliknąć.

  1. Najprostsza metoda to wejście do katalogu Legimi (TUTAJ) , zaznaczenie „w abonamencie”, a następnie odznaczenie trzech pierwszych opcji i postawienie ptaszka przy „ebooki na Kindle”. Gdy to zrobimy i klikniemy na pole w tle, program pokaże różne kategorie, z których można wybierać książki.

2. Jeśli zależy nam na dokładniejszym przejrzeniu katalogu, warto zrobić rzecz następującą: zjechać na dół strony, tam gdzie zaczyna się ciemne tło. W lewym górnym rogu widzimy napis „pozostałe wg: popularności” i wówczas na górze tytuły najchętniej pobierane z katalogu. Można scrollować w dół przez pół dnia 🙂

3. Możemy rozwinąć tę zakładkę i wybrać „pozostałe wg daty” i zobaczymy jakie nowości zostały ostatnio dodane do katalogu. Warto często sprawdzać tę opcję, jeśli lubicie być na bieżąco z tym, co ukazuje się na rynku książki.

4. Jeśli interesują Was konkretne gatunki literackie, warto korzystać z propozycji na stronie głównej (TUTAJ), bądź wybrać z Kategorii po lewej stronie. Gdy to zrobimy, na dole strony pojawią się nowości i najpopularniejsze książki tylko z tej kategorii, co ułatwia wybór.

5. Jest jeszcze jeden sposób. Po wejściu na konkretny tytuł zobaczymy napis: „Ebooka przeczytasz w aplikacji Legimi na: e-czytniku (w tym Kindle).

Jeśli po przejrzeniu katalogu zdecydujecie się na zakup abonamentu, pamiętajcie, że najpierw dostajecie 7 dni na próbę – w tym czasie możecie czytać, słuchać i testować. Jeśli testy Was nie przekonają (serio?!), możecie bez żadnych konsekwencji zrezygnować. W przypadku abonamentu na Kindle, można w ramach jednej opłaty korzystać jeszcze z innych urządzeń, np. tabletu, smartfona, komputera, ale UWAGA! nie z innego czytnika (to kosztuje dodatkowo). Fantastyczne jest to, że na tych dodatkowych urządzeniach można korzystać z całego katalogu dostępnego w abonamencie.

6. To są opcje abonamentu na Legimi. Ceny obowiązują w przypadku rocznej umowy. Bez umowy płacimy cenę przekreśloną. Można zdecydować się na 10 lub 7 ebooków na Kindle miesięcznie + nieograniczona liczba na inne urządzenia.

Druga moja obawa dotyczyła tego, że nie będę potrafiła posługiwać się nową aplikacją. Żeby korzystać z abonamentu Legimi na Kindle, należy zainstalować aplikację na komputer (z Windowsem), podłączyć Kindle i postępować wg instrukcji – to proste, nie udało mi się niczego popsuć! Gdy program przypisze Wasze urządzenie do użytkownika Legimi, wyświetli się lista książek z Waszej półki. Jeśli jesteście nowymi użytkownikami, warto przedtem pobrać kilka pozycji na wirtualną półkę.

7. Tak wygląda strona startowa. Na dole widać, ile ebooków mogę jeszcze wgrać na Kindle w tym miesiącu. W przyszłym pula się odnowi, a ja ponownie zsynchronizuję czytnik (trzeba go podłączać do komputera co najmniej raz w miesiącu). Książki, które już mam na czytniku, nie znikają po miesiącu (ale prawdopodobnie znikną, gdy przestanę opłacać abonament).

8. To są książki dostępne na Kindle, które mam na swojej wirtualnej półce. Tę półkę utworzyłam ponad 2 lata temu, więc mam spory wybór. Szkoda, że nie da się segregować tych książek wg daty dodania, tytułu, autora, bo przy takiej liczbie pozycji trochę trwa odszukanie tego, co chcę przerzucić na Kindle.

9. Po zaznaczeniu wybranych książek, wystarczy kliknąć „Wybierz” i poczekać aż czytnik się zsynchronizuje. Gdy synchronizacja dobiegnie końca, można odłączyć kabel i czytać.

Na Kindle nie ma statystyk czytania (na innych czytnikach w ramach abonamentu były takie statystyki), a pobrane pozycje niczym nie różnią się od kupionych w innych miejscach. Nie są w żaden widoczny sposób oznaczone, że pochodzą z aplikacji Legimi.

Jestem bardzo zadowolona z tego rozwiązania, to jest usługa, na którą czekałam, bo według mnie nie ma lepszego czytnika niż Kindle – wszystkie, które mamy w domu są absolutnie fantastyczne i bezawaryjnie działają od wielu lat. I nie ma lepszego  rozwiązania dla czytających dużo niż Legimi. Połączenie idealne.

Chodźcie zobaczyć moje książki (booktour)

Wiele osób pyta mnie o to, ile mam książek. Niektórzy chcieliby pobuszować między moimi regałami, półkami i stosami dla samej przyjemności obcowania z książką papierową. Metraż mieszkania nie pozwala mi na organizowanie wycieczek z przewodnikiem, więc postanowiłam jakoś temu zaradzić. Zapraszam na kilkuodcinkową wycieczkę po moim mieszkaniu, podczas której pokażę jak i gdzie trzymam książki. Trochę przy tym poopowiadam, chociaż krępuje mnie występowanie przed kamerą. Wydaje mi się jednak, że komentarz do tego, co widzicie jest niezbędny.

Na początek, na rozgrzewkę niewielka półka wisząca nad łóżkiem ze starszymi, ale sprawdzonymi książkami.

Farma lalek, Wojciech Chmielarz

Wydawnictwo Czarne, 2013

Liczba stron: 376

W najbliższym czasie pojawi się kilka recenzji książek Wojciecha Chmielarza, bo wpadłam w ciąg. „Farma lalek” jest drugą częścią cyklu o komisarzu Jakubie Mortce i częścią, która ogromnie mi się podobała (tak bardzo, że wyróżniłam ją we wpisie o najlepszych książkach 2017 roku).

Kuba Mortka narozrabiał pod koniec „Podpalacza”. Jego przełożeni postanowili odsunąć go na bok do czasu aż przejdą im nerwy i sprawa ucichnie. Wobec tego komisarz dostał nakaz udziału w jakimś projekcie szkoleniowym.  W ten sposób znalazł się kilkaset kilometrów od Warszawy w Krotowicach położonych w Karkonoszach.  Chociaż początkowo nie był zadowolony, z biegiem czasu zaczął dostrzegać zalety pracy w małym mieście – przede wszystkim nie spodziewał się, że znajdzie się dla niego robota kryminalna. A jednak, pewnego dnia zaginęła dziewczynka. Poszukiwania dziecka ujawniły brzydką prawdę – ledwie skrywaną niechęć do Romów mieszkających w okolicy. Większość ludzi założyła, że to oni odpowiedzialni są za zniknięcie dziewczyny. Poszukiwania naprowadzają Mortkę na trop innej zbrodni – w dawnej sztolni kopalni uranu znajduje ciało zamordowanej kobiety.  Ślady wskazują na psychopatycznego mordercę, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że ofiar będzie więcej, jeśli nie uda  się szybko złapać sprawcy. Mortka jako ekspert ze stołecznego wydziału kryminalnego ma być doradcą i konsultantem. Śledztwo prowadzi miejscowy policjant, który ma doświadczenie w pracy w większym mieście i wydaje się całkiem rozsądny i pracowity. Nieźle im się współpracuje, więc śledztwo powoli posuwa się do przodu.

Mnóstwo zwrotów akcji, świetne tempo, doskonale opisane rozterki i zmartwienia policjanta, wciągająca i zakręcona fabuła – to przepis na świetny kryminał. Dobrze jest, gdy autor dba o wiarygodność zdarzeń i postaci, nie przegina ze zbiegami okoliczności. Wojciech Chmielarz doskonale o tym wie, więc czytanie „Farmy lalek” jest po pierwsze przyjemne, po drugie, trzymające w napięciu. Temat handlu żywym towarem (strasznie nie lubię tego określenia sprowadzającego ludzi do przedmiotu)  nie jest łatwy ani przyjemny, uwiera i sprawia, że można zwątpić w ludzi, którzy dla pieniędzy gotowi są na każde świństwo. Główny bohater da się lubić, choć nie jest pozbawiony wad. Nie jest typowym, zgorzkniałym policjantem z problemami, choć oczywiście kłopoty nie są mu obce.

Powieść ciekawie przedstawia problemy małych społeczności, gdzie trudno o dobrze płatną pracę, wszyscy się znają, ale niechętnie mówią o sąsiadach, chyba że ci czymś się wyróżniają, jak na przykład Romowie, wtedy są automatycznie napiętnowani i posądzani. Zainteresował mnie też opisywany w powieści kodeks honorowy tej społeczności oraz ich stosunek do kobiet, zwłaszcza tych, którym nie odpowiada tradycyjnie przypisana rola. Najbardziej jednak wsiąkłam w fabułę i kolejne etapy śledztwa. Często powtarzam, że lubię te powieści kryminalne, w których mam szansę uczestniczyć w kolejnych etapach śledztwa. Idealnie jak zakończenie jest zaskakujące, a autor do ostatnich stron trzyma asa w rękawie. Tutaj tak jest! Nic dziwnego, że „Farma lalek” jako jeden z dwóch kryminałów weszła na listę najciekawszych książek zeszłego roku. Mam nadzieję, że byłam przekonująca i udało mi się was namówić na lekturę.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu